|
|
niedziela, 06 grudnia 2009
;D
A wiêc moja pierwsza powie¶æ dosz³a do skutku. Mêczy³am siê mêczy³am , ale warto by³o xD tutaj zamieszczam streszczenie, mam nadzieje zachêcaj±ce do rpzeczytania xD moich wypocin xD :
Kate White, absolwentka Banbury High School podczas pracy wakacyjnej spotyka, a raczej jedynie widzi pewnego tajemniczego ch³opaka. On równie¿ zwraca na ni± uwagê. Oboje nie mog± przestaæ o sobie my¶leæ. Eddie próbuje szukaæ piêknej nieznajomej. Liczne przeciwno¶ci nie pozwalaj± m³odym siê spotkaæ, tym czasem na jaw zaczynaj± wychodziæ kolejne rodzinne tajemnice.
Czy obie rodziny maj± wspólny sekret? Co ³±czy Christophera - ojca Kate i Maggie – matkê Eda?
Czy Kate White i Ed Adams zdo³aj± pokonaæ przeciwno¶ci losu, aby móc byæ razem?
Powie¶æ stworzona z my¶l± o m³odym pokoleniu, pokazuj±ca, ¿e warto jest walczyæ gdy¿ „nagroda bêdzie wielka”. Poruszane aspekty religijne wskazuj± równie¿ na wa¿no¶æ Boga i wiary w ¿yciu cz³owieka. Ksi±¿ka ciesz±ca siê popularno¶ci± w¶ród znajomych i bliskich autorki.
Je¶li chcesz przenie¶æ siê w inny ¶wiat oparty na mi³o¶ci i wzajemnym szacunku, ale równie¿ nieod³±cznym cierpieniu ka¿dego cz³owieka, jak i licznych niespodziankach czyhaj±cych tu¿ za rogiem, jest to ksi±¿ka dla Ciebie. J
EPILOG
Kate wesz³a do ró¿owego pokoju, gdzie w ko³ysce z baldachimem smacznie spa³o prze¶liczne niemowlê. Instynkt macierzyñski podpowiada³ jej aby, otuliæ s³odkie maleñstwo, ale nie mog³a siê napatrzeæ. Zda³a sobie sprawê, ¿e to jej dziecko. Poczu³a na talii silne mêskie d³onie.
-Uwierzysz? Nasze dziecko. Ile to ju¿ lat Kate? Cztery? Tyle przeciwno¶ci losu, tyle potyczek.
-I nareszcie uda³o nam siê. – Us³ysza³a w³asny g³os. Czym prêdzej odwróci³a siê i dotknê³a twarzy tajemniczego mê¿czyzny, który by³ jej. Bada³a palcami fakturê jego ust i nosa. Wyda³y jej siê takie idealne. Nie mog³a uwierzyæ, ¿e ma wszystko o czym marzy³a. Wspania³y dom i rodzinê. I na dodatek córeczkê o imieniu Natalie! Kiedy mia³a piêæ lat i bawi³a siê lalkami, postanowi³a, ¿e córkê nazwie Natalie i a syna – Tomas.
- Tak… - wyszepta³ jej do ucha Ed.
-Jak my¶lisz, czy wychowywanie Natalie nie przeszkodzi mi w kontynuowaniu studiów? – Zapyta³a mê¿a, Kate.
-Na pewno nie. Skarbie jeste¶ najm±drzejsza na ¶wiecie. Nie bêd±c ca³y semestr na wyk³adach i tak zaliczy³aby¶ sesjê w stopniu bardzo dobrym.
-Bardzo dobrym?! Celuj±cym ! Nie wierzysz we mnie! – I chc±c go przedrze¼niaæ wbi³a mu palec w brzuch. Ed natomiast zgi±³ siê w pó³ i zacz±³ j± goniæ, gdy¿ Kate zaczê³a uciekaæ. Wiedzia³a, ¿e Eddie siê zrewan¿uje.
-Nie uciekaj profesjonalistko – powiedzia³ spokojnym g³osem. – I tak wiem gdzie jeste¶. – Odpar³ z charakterystycznym u¶mieszkiem na ustach.
-Nie znajdziesz mnie! – Krzycza³a jak dziecko, Kate. Ed przechodz±c przez kuchniê, poczu³ nag³y ciê¿ar przygniataj±cy go na plecach. Kate zadowolona, by³a przyczepiona jak ma³pka do jego pleców.
-I co? Znalaz³em ciê. – Odpar³ Ed ze ¶mierteln± powag±. Po czym zacz±³ siê ¶miaæ. Kate zeskoczy³a i stanêli teraz twarz± w twarz. Po³o¿y³a mu palec wskazuj±cy na ustach, chc±c go uciszyæ.
-Nie. To ja ciê znalaz³am. – U¶miechnê³a siê s³odko.
-O nie, nie, nie, nie. – Kiwa³ g³ow± Ed. – Kiedy¶, gdzie¶, w nieodpowiednim miejscu i czasie, oboje nawzajem siê znale¼li¶my.
-W nieodpowiednim miejscu i cza.. – nie dokoñczy³a, gdy¿ Ed zamkn±³ jej usta poca³unkiem. Poca³unkiem nigdy niezmiennym. Takim samym jak 3 czy 4 lata temu. Tak samo namiêtnym i tak samo magicznym
czwartek, 19 listopada 2009
XIX Rozdzia³ - ostatni :)
Kate przesz³a siê do parku, aby zaczekaæ na Blake’a. ¿a³owa³a, ¿e nie wziê³a ze sob± ¿adnej ksi±¿ki. Ale postanowi³a, ¿e trochê pozwiedza miejsce, w którym bêdzie spêdzaæ najwiêcej czasu, gdy ju¿ zacznie siê szko³a. Miejsce jej siê podoba³o, by³o bardzo zadbane. Najwa¿niejsze, ¿e by³a tu dobrze wyposa¿ona biblioteka uniwersytecka. Kate nie zdecydowa³a siê na mieszkanie w kampusie. Postanowi³a doje¿d¿aæ do Oxfordu z Banbury. Dojazd zajmie jej ok. 40 minut. Godziny odjazdu autobusów jej odpowiadaj±.
By³a bardzo przywi±zana do rodzinnego miasta, dlatego zdecydowa³a siê nie przeprowadzaæ do Oxfordu. Gdyby Ed zosta³ w Banbury prawdopodobnie przeprowadzi³aby siê, ale je¶li on jest w Rzymie, to nie ma takiej potrzeby.
Eddie studiowa³ mapê Oxfordu i zastanawia³ siê, gdzie mog³a znajdowaæ siê Kate. Tak bardzo chcia³ j± jak najszybciej znale¼æ i zobaczyæ. Nie móg³ doczekaæ siê spotkania z ni±. Musia³ jej powiedzieæ, po prostu musia³. Musia³ powiedzieæ, ¿e j± kocha i ¿e chce z ni± byæ ju¿ na zawsze. Na dobre i na z³e.
Ona natomiast po przespacerowaniu siê po kampusie, usiad³a na ³awce w parku. Jak na po³owê wrze¶nia by³o jeszcze bardzo pogodnie. Temperatura dochodzi³a nawet do 20oC. Li¶cie powoli zaczyna³y zmieniaæ kolor. Katharine po d³u¿szej absencji w ¶wiecie rzeczywistym zaczê³a dostrzegaæ piêkno otaczaj±cego ¶wiata. Oczywi¶cie ten ¶wiat by³by piêkniejszy, gdyby znajdowa³ siê w nim Eddie. Ale ona wiedzia³a, ¿e to ju¿ niemo¿liwe. Próbowa³a pogodziæ siê z losem, ale na razie jej to nie wychodzi³o. Siedz±c na ³awce mia³a wra¿enie deja vu.
Najlepsz± rozrywk± wakacyjn± Kate by³y wyprawy do parku przy ko¶ciele z ksi±¿k± w rêku. Je¶li nie by³o jej w domu, to tam najprawdopodobniej mo¿na by³o j± znale¼æ. Tego samego dnia, kiedy rozmy¶la³a o Eddim, równie¿ posz³a do parku, aby poczytaæ kilka rozdzia³ów swojej ulubionej ksi±¿ki.
Tym razem znowu kto¶ jej przeszkodzi³. Tylko teraz nie zaszed³ od ty³u tylko od razu rzuci³ jej siê w oczy, poniewa¿ nadszed³ z naprzeciwka.
-Chod¼. – Powiedzia³ z szelmowskim u¶miechem i wzi±³ j± za rêkê. Kate nie powiedzia³a ani s³owa. Po prostu nie mog³a uwierzyæ, ¿e to siê dzieje naprawdê. Gdy zobaczy³a jego auto, pierwszy raz u¶miechnê³a siê na jego widok. Otworzy³ drzwi i gestem rêki zaprosi³ j± do ¶rodka. Kate od razu wsiad³a i zapiê³a pasy.
-Gdzie jedziemy? – Zapyta³a.
-Zobaczysz. – I znowu na jego twarzy pojawi³ siê ten wspania³y u¶miech. Kate czu³a jak j± unosi. Ka¿dego razu kiedy patrzy³a na niego, jak siê u¶miecha w ¶rodku czu³a co¶ takiego niesamowitego. Co¶ nie do opisania. Z jednej strony by³o to na pewno jakie¶ podniecenie, z drugiej po¿±danie, a za tym wszystkim kry³a siê mi³o¶æ. By³a pewna, ¿e Eddie czu³ podobnie. Kiedy¶ mia³a co do tego w±tpliwo¶ci ale teraz by³a tego pewna. – Na pewno Ci siê spodoba. – Doda³ Eddie.
Pierwszy raz od dwóch miesiêcy mieli okazjê porozmawiaæ. Gadali o wszystkim. O tym co siê zmieni³o, o tym co by³o, o tym co jest. Nie mogli skoñczyæ. Jazda im siê nie d³u¿y³a, wrêcz przeciwnie jechali ok. 3 godzin, które minê³y niezauwa¿alnie. Nasta³a cisza.
-Przyjecha³e¶. – Pad³y s³owa z ust Kate.
-Hê? – Odpar³ zdziwiony Eddie.
U¶miechnêli siê do siebie. Rozumieli siê bez s³ów. Ju¿ teraz wiedzieli, ¿e nic nie zdo³a ich rozdzieliæ. Potem znów zaczêli rozmawiaæ o ró¿nych sprawach. Po up³ywie ok. 2 godzin wreszcie znale¼li siê na miejscu. By³a to wyspa ¦w. Marii, gdzie znajdowa³a siê latarnia morska. Oprócz jej znajdowa³o siê tu jeszcze muzeum i ma³y bar.
-To jest..?
-Tak! – Ed u¶miechn±³ siê z zadowoleniem. Obojgu przypomnia³y siê rozmowy o tajemniczej latarni. Latarni, która posiada³a wed³ug niektórych magiczn± moc. Skierowa³ wzrok na latarniê. – S³ysza³em, ¿e przy tej latarni ludzie wyznaj± sobie mi³o¶æ.. – Zaduma³ siê na chwilê. – Ale to..
-Takie pierdo³y. – Wciê³a siê Kate.
-Dok³adnie. – U¶miechn±³ siê do niej. Uj±³ jej d³oñ. Kate znowu przeszed³ dreszcz. Stara³a siê z tym walczyæ, ¿eby nie odbieraæ za ka¿dym razem jego dotyku w ten sposób. Ale nie mog³a inaczej. Przesta³a o tym my¶leæ. Dla niej najwa¿niejsze by³o to co teraz ma miejsce i to co zaraz siê wydarzy. Oboje czekali na t± chwilê. Nie wyobra¿ali jej sobie w takiej scenerii, ale no có¿. Skoro maj± d±¿yæ do pocz±tku, to niech ten pocz±tek bêdzie piêkny. – No ale je¶li ju¿ tu jeste¶my to.. – I w tej chwili siê zaci±³. Nie móg³ wypowiedzieæ ¿adnego s³owa.
Nasta³a cisza. Kate wiedzia³a, ¿e za moment co¶ siê wydarzy, przecie¿ czêsto tak pomiêdzy nimi bywa³o. Mia³a racjê, ale nie spodziewa³a siê, ¿e sprawy nabior± takiego obrotu. Nie spodziewa³a siê czego¶ takiego. Ed spojrza³ na ni± dziwnym wzrokiem i zacz±³ czego¶ szukaæ po kieszeniach.
-Co ty robisz? Nie masz kiedy komórki szukaæ? – Za¶mia³a siê Kate.
-Moment. – U¶miechn±³ siê lekko i wydoby³ z wewnêtrznej czê¶ci kurtki pude³ko. Ma³e i skromne. Kate pomy¶la³a, ¿e to sen. Sen, z którego za nic w ¶wiecie nie chcia³a siê wybudziæ. Eddie klêkn±³ przed ni± z nieco za¿enowan± min±, a ona krzyknê³a:
-Adams! – W niektórych sytuacjach zwyk³a mówiæ do niego po nazwisku.
-Kurczê, jakie to dziwne, nie? Ty i ja. – Zachichota³ nerwowo.
-Ale… - Katherine jêknê³a. By³a totalnie spanikowana.
-Nic nie mów, bo i ja zw±tpiê. – Kiedy patrzy³ na ni± wzrokiem pe³nym mi³o¶ci, ni± zaczê³y targaæ sprzeczne i dziwne uczucia.
-Najpierw mi mówisz, ¿e jeste¶my rodzeñstwem, potem chcesz zostaæ ksiêdzem, nastêpnie zapadasz w ¶pi±czkê, ja ryczê za tob± dniami i nocami, a teraz nagle wracasz?! – Nie wiedzia³a, co ni± kierowa³o. – Co ty sobie w ogóle my¶lisz?! – Krzyknê³a i zadziwi³a sam± siebie. Natomiast Ed nie by³ na ni± zdenerwowany, ¿e Kate na niego krzyczy. Spokojnie powiedzia³:
-My¶lê sobie, ¿e ciê kocham. My¶lê, ¿e ciê potrzebujê. Wystarczy? – Powiedzia³ beztrosko, bez ¿adnych ogródek. Kate zamurowa³o. Pierwszy raz powiedzia³ jej, ¿e j± kocha w taki sposób. Nic nie mówi³a. Nie mog³a. Patrzy³a na niego z szeroko otwartymi i zdziwionymi oczami. Za¶ Eddie kontynuowa³. – A teraz chyba powinienem otworzyæ pude³eczko, wyj±æ pier¶cionek i zapytaæ, czy.. – Prze³kn±³ g³o¶no ¶linê. – Zostaniesz moj± ¿on±? – Ed wiedzia³, ¿e Kate siê zgodzi. O to by³ spokojny, ale takiej reakcji siê nie spodziewa³. Mianowicie Kate wybuch³a ¶miechem. Potem zaczê³a p³akaæ, nastêpnie wykrztusi³a z siebie s³owa:
-Czy to prawdziwy pier¶cionek? – Dalej uwa¿a³a, ¿e to sen. Ed zignorowa³ jej pytanie.
-Tak czy nie? – Wyszepta³ ze ¶mierteln± powag±. Patrzy³ na ni± z takim wyczekiwaniem. Bardzo siê niecierpliwi³, ale nie dawa³ po sobie tego poznaæ.
Wewnêtrzny g³os Kate kaza³ jej skróciæ jego katorgi. Ten wewnêtrzny g³os podpowiada³ jej jedno s³owo. Zrozumia³a wtedy, ze to najpiêkniejsza minuta jej ¿ycia.
Eddie nie poddawa³ siê. Ca³y czas przed ni± klêcza³ i czeka³ na odpowied¼.
-No generalnie rzecz bior±c to.. Tak. – Ed na chwilê zamar³. Lecz zachowa³ jeszcze resztki trze¼wego umys³u. Za³o¿y³ Kate pier¶cionek na palec i w koñcu wsta³. Po³o¿y³ lekko d³onie na jej biodrach i lekko przysun±³ do siebie. Kate za¶ objê³a go za szyjê i przytuli³a siê do niego mocno. Nie mog³a uwierzyæ. Nie mog³a uwierzyæ w to, ¿e nareszcie mog± byæ razem.
Eddie, z³apa³ j± za rêkê i zaprowadzi³ do latarni. Usiedli na ³awce i zaczêli patrzeæ sobie w oczy. Nie rozmawiali. Milczeli.
-Zauwa¿y³a¶? – Przerwa³ milczenie, Ed. – W ci±gu kilku godzin nasze ¿ycie obróci³o siê o 180 stopni. – Zauwa¿y³ s³usznie. - Rycza³am za tob± dniami i nocami. – Za³ka³ Ed, przybieraj±c ¿a³osn± minê. Po prostu na¶miewa³ siê z niej. A raczej zacz±³ siê z ni± przedrze¼niaæ.
-Ej! Wcale tak nie by³o! – Kate siê oburzy³a.
-Tak, jasne. – I znowu zapad³a cisza. Tym razem przerwa³a j± Kate.
-Bojê siê zamkn±æ oczy. Bojê siê, ¿e ju¿ nigdy wiêcej ciê nie zobaczê, ¿e ju¿ nigdy wiêcej siê nie obudzê. Bojê siê zasn±æ. – Powiedzia³a z przera¿eniem w oczach.
-Nie bój siê. – Obj±³ j± mocno. – Jestem tu i zawsze bêdê.
Copyright © Katarzyna Greber
XVIII Rozdzia³
Kate my¶la³a, ¿e jako¶ wszystko siê u³o¿y, ale niestety siê przeliczy³a. Mia³a tak± nadziejê, ¿e Ed jednak zrezygnuje z seminarium. Bola³o j± serce przez to, ¿e przez jego chor± ambicjê nie mog± byæ razem. Przez ile jeszcze musz± przej¶æ, aby doj¶æ do pocz±tku?
Eddzie po wyj¶ciu ze szpitala wróci³ na chwilê do domu, aby odpocz±æ. My¶la³ nad swoj± przysz³o¶ci±. Nie móg³ sobie wybaczyæ, ¿e w jego przysz³o¶ci nie bêdzie Kate. Sam w koñcu wybra³ tak± drogê. Lecz istnia³a mo¿liwo¶æ aby z niej zrezygnowaæ. Ale on nie chcia³ tego zrobiæ. Ca³y czas by³ przekonany, ¿e tak musia³o byæ.
-Co ciê gryzie, Eddie? – Do jego pokoju wesz³a matka. Wiedzia³, ¿e mo¿e jej powiedzieæ wszystko. Wiedzia³ te¿, ¿e ona poradzi mu jak nikt inny.
-Mi³o¶æ. – Odpar³. A po chwili zastanowienia doda³ – wiem, ¿e to g³upie.
-Nie skarbie, to wcale nie jest g³upie. Chcia³by¶ byæ z Kate, prawda?
-Mamo, nawet nie wiesz jak bardzo. – Zacisn±³ powieki, ba³ siê, ¿e siê po prostu najzwyczajniej w ¶wiecie pop³acze.
-To dlaczego nie mo¿esz tego dokonaæ? – Cisnê³a Maggie.
-Bo wiesz przecie¿, ¿e jak sobie co¶ postanowiê, to nie ma zmi³uj. I skoro wybra³em tak± drogê, to mo¿e tak mia³o byæ, nie s±dzisz?
-Eddie, w ¿yciu trzeba umieæ wybieraæ. Oczywi¶cie je¶li siê w ogóle taki wybór posiada. Ty go masz. Jeszcze teraz masz. Mo¿esz zrezygnowaæ póki nie jest za pó¼no. I wybraæ to, co ciê naprawdê uszczê¶liwi. Wybraæ Kate.
-Mamo, ale czy ja na pewno mogê tak post±piæ?
-Oczywi¶cie. Ten na górze, na pewno bêdzie bardziej cieszy³ siê z tego, ¿e jeste¶ szczê¶liwy z Katharine, ni¿ nieszczê¶liwy w s³u¿bie Jemu.
-W sumie masz i racjê. – Opar³ g³owê o bark matki. – Dziêkujê mamo. Jeszcze dzisiaj zadzwoniê do rektora i z nim porozmawiam.
-Id¼ do ksiêdza Mattersona. Rektor seminarium to ponoæ jego dobry przyjaciel.
-Mamo, dziêkujê ci jeszcze raz. – Uca³owa³ Maggie w czo³o i wyszed³.
Zszed³ schodami na piêtro ni¿ej i zapuka³ w drzwi pañstwa White. Otworzy³ mu Chris. Pierwszy raz widzia³ go od czasu, kiedy dowiedzia³ siê, ¿e jest jego synem.
-Dzieñ dobry – wykrztusi³ w koñcu.
-Witaj Ed. – Powita³ go Chris z u¶miechem na twarzy.
-Zasta³em Kate?
-Kate? Nie. Kate nie ma w domu. Pojecha³a na uczelniê z Blakiem poza³atwiaæ ostatnie formalno¶ci.
-Aha. No dobrze, to jadê tam. – Zdecydowa³.
-Co¶ siê sta³o? – Spyta³ zatroskany Chris. Martwi³ siê o córkê i o „syna”.
-Po prostu muszê powiedzieæ co¶ Kate. Co¶ bardzo wa¿nego.
-Synu – Chris zwyk³ tak mówiæ do m³odszych od siebie przedstawicieli p³ci mêskiej. Lecz nie zorientowa³ siê jak mog³o to brzmieæ w tej sytuacji. – Przepraszam, czêsto tak mówiê do m³odszych znajomych. Chcê, aby¶ wiedzia³, ¿e Kate wiele przesz³a. Wiêc je¶li nie jest to dobra wiadomo¶æ, to mo¿e daj jej ju¿ spokój.
-Mam nadziejê, ¿e to j± ucieszy. – Próbowa³ przekonaæ Chrisa.
-Co, mianowicie? – Docieka³ Chris.
-Podj±³em decyzjê. Dokona³em wyboru. Dokona³em wyboru miêdzy seminarium a Kate. Dziêki mamie zrozumia³em, ¿e dziêki Kate jestem szczê¶liwy i ¿e to mi³o¶æ jest dla mnie najwa¿niejsza. Mam nadziejê, ¿e mnie rozumiesz.. tato. – Pierwszy raz przesz³o mu to przez usta. Nie wiedzia³ jak, po prostu automatycznie. Ed i Chris jeszcze o tym nie wiedzieli, ale ³±czy³a ich silna wiê¼. Chris u¶miechn±³ siê do syna, poklepa³ go po ramieniu i rzek³:
-Jed¼, jed¼ do niej i rozegraj to tak, ¿eby¶cie oboje nie musieli wiêcej cierpieæ.
-Dziêkujê. – U¶miechn±³ siê i pobieg³ na dó³.
Wsiad³ do samochodu. Tym razem pamiêta³ o pasach. By³ taki szczê¶liwy, ¿e bêdzie móg³ podzieliæ siê radosn± nowin± z Kate. Najpierw jednak musia³ odwiedziæ ksiêdza Harrego.
Wizyta u wielebnego nie trwa³a d³ugo. Eddie zadowolony, ¿e nie poniesie ¿adnych konsekwencji za zrezygnowanie z seminarium. Tak naprawdê to rok akademicki jeszcze siê nie rozpocz±³, nie by³o ¶wiêceñ. Pozosta³o mu tylko porozmawiaæ z Kate i przekonaæ j± do tego, ¿e ca³a ta gra w koñcu siê koñczy. Nareszcie wszystko zaczyna siê normalnie uk³adaæ.
Przed wyjazdem z miasta skierowa³ siê do ma³ego sklepu jubilerskiego. Nie by³o co prawda du¿ego wyboru, ale wybra³ srebrny pier¶cionek z niewielkim fioletowym oczkiem. By³ bardzo skromny, ale przepiêkny. Eddie by³ pewien, ¿e na pewno spodoba siê Kate.
Copyright © Katarzyna Greber
XVII Rozdzia³
Kate ca³y czas obwinia³a siebie za to, co siê sta³o. Za to przez co przez ni± przechodzi teraz Eddie. Na szczê¶cie obra¿enia nie by³y a¿ tak powa¿ne, na jakie wygl±da³y. Rozs±dna Kate zachowa³a trze¼wy umys³ i zawiadomi³a Maggie o wypadku. Sama za¶ czeka³a na korytarzu szpitalnym. Nienawidzi³a szpitali. Nienawidzi³a tego zapachu, tych kolorów. Ale teraz to nie mia³o dla niej znaczenia. Teraz, tam na sali operacyjnej o ¿ycie walczy³ jej ukochany. Ukochany, którego z punktu widzenia prawa kanonicznego nie wolno jej by³o kochaæ.
Opar³a ³okcie o kolana, a g³owê wspar³a na d³oniach. Pochyli³a siê lekko do przodu, zas³aniaj±c przy tym twarz gêstymi lokami. Us³ysza³a stukot obcasów butów, nale¿±cych do Maggie. Automatycznie podnios³a siê z zajmowanego przez siebie miejsca i mi³o przywita³a siê z pani± Adams.
-Dzieñ dobry Maggie. – U¶miechnê³a siê lekko Kate. – Dobrze, ¿e przyjecha³a¶ tak szybko.
-Nie ma sprawy Kate. Jak by nie patrzeæ, to mój syn. Muszê przy nim czuwaæ. Ale ty równie¿ powinna¶. – Zerknê³a na Kate oczami wype³nionymi po brzegi mi³o¶ci±.
Od Mag bi³a taka pogoda ducha, taka otwarto¶æ i taka mi³o¶æ dla wszystkich, ¿e jej po prostu nie da³o siê nie lubiæ.
-Mo¿e, powiedz mi Kate, jak do tego dosz³o? Jakim cudem Ed znalaz³ siê w Banbury?
-Tak naprawdê sama nie wiem. Siedzia³am sobie w parku i czyta³am ksi±¿kê i nagle on pojawi³ siê ni st±d, ni zow±d. Zaprowadzi³ mnie do swojego samochodu, chcia³ mnie chyba dok±d¶ zabraæ. Ale podczas jazdy zaczêli¶my siê k³óciæ o to, aby zapi±³ pasy. I.. Bo¿e. – Kate opu¶ci³a g³owê do do³u i podpar³a rêk± czo³o. Maggie objê³a j± lekko.
-Spokojnie, Kate. Wiem, ¿e to dla ciebie pewien szok. Taki sam szok prze¿y³ Ed, kiedy zapad³a¶ w t± nieszczêsn± ¶pi±czkê. Ale jak widzisz, wszystko skoñczy³o siê dobrze. Mo¿e nie dla was dwojga, ale ¿adne z was nie odnios³o wiêkszego uszczerbku na zdrowiu. Wiêc spokojnie, Kate. Powiedz mi spokojnie, co siê sta³o potem.
-To siê sta³o tak szybko. Ja nie wiedzia³am co robiæ. Nie zd±¿y³am nawet zareagowaæ, on tak szybko skrêci³. On skrêci³ tylko dlatego, aby uratowaæ mnie. Mnie, jak±¶ marn± osobê, która zmarnowa³a mu ¿ycie.
-Kate.. Co ty mówisz? Jak to zmarnowa³a? Dziêki tobie Ed uwierzy³ w siebie, znowu zacz±³ malowaæ. Zakocha³ siê pierwszy raz w ¿yciu i ta mi³o¶æ naprawdê mu s³u¿y³a.
I nadal bêdzie mu s³u¿yæ. Bêdzie wam s³u¿yæ. Przecie¿ póki nie przyj±³ ostatecznych ¶wiêceñ kap³añskich mo¿e w ka¿dej chwili porzuciæ seminarium. Kate, dobrze o tym wiesz.
-Ale on tego nie zrobi! Znasz go, jak co¶ sobie postanowi to nie ma zmi³uj.
-Kate, ale nie w takiej sytuacji, kiedy ma wybieraæ pomiêdzy najwy¿szym Bogiem, a osob±, któr± kocha i bez której nie mo¿e ¿yæ. – U¶miechnê³a siê promiennie do Kate. – Zobaczysz, jeszcze bêdziemy rodzin±. – Za¿artowa³a.
-Mam tak± nadziejê.
***
-Nigdy wiêcej nie strasz mnie w ten sposób. – Siedzia³a Kate na krawêdzi ³ó¿ka Eddiego.
-Wcale nie mia³em takiego zamiaru. – Na jego twarzy malowa³ siê zawadiacki u¶mieszek.
-A tak w³a¶ciwie to gdzie chcia³e¶ mnie zabraæ? – Spyta³a z ciekawo¶ci±.
-A, ju¿ by¶ chcia³a wiedzieæ. Pojedziemy kiedy indziej, to zobaczysz.
Kate czu³a siê tak samo jak kiedy¶. Znowu swobodnie rozmawiali. Nie by³o jedynie widaæ chemii pomiêdzy nimi. Natomiast Ed tak bardzo chcia³, ¿eby wszystko wróci³o do normy, ¿eby wszystko wygl±da³o, tak jak kiedy¶. Ale nie móg³ tak my¶leæ, skoro zdecydowa³ siê na seminarium, to musia³ wytrwaæ przy tej decyzji.
-Pamiêtasz nasze rozmowy o pocz±tku i koñcu? – Zapyta³, po d³u¿szym momencie milczenia.
-Pamiêtam.
-Czy to ma byæ ten pocz±tek?
-Mo¿liwe.
-Pocz±tek z po¿egnaniem? – Ed przymkn±³ oczy. Nie móg³ znie¶æ cierpienia, które sam sobie zadawa³.
-Co?!
-Z po¿egnaniem. – Wydusi³ z siebie. Natomiast Kate zawiesi³a wzrok daleko nad nim, gdzie¶ na nieokre¶lonym punkcie na ¶cianie. – Pocz±tek jest koñcem…
-I co z tego? – przenios³a wzrok na niego. Jak on móg³ tak mówiæ? Od czasu rozmowy z Maggie, ca³y czas mia³a nadziejê. Teraz ta nadzieja powoli zaczê³a odchodziæ.
-… A koniec pocz±tkiem. – Natomiast Ed ci±gn±³ dalej.
-Ten koniec nale¿y do nas! – Sprzeciwi³a siê Kate. – Wiêc ¿yjmy tym koñcem, by doj¶æ do pocz±tku. – W oczach Kate rozpali³y siê iskierki nadziei. Ed spojrza³ w jej czekoladowe oczy i dostrzeg³ te iskry.
-Razem? – Zapyta³.
-Razem. Zawsze i na zawsze. Obieca³e¶ mi co¶
-Pamiêtam. – Znowu na jego twarzy malowa³o siê cierpienie. – Ale zrobiê to dopiero wtedy kiedy ¿ycie przestanie nam graæ symfoniê przeciwno¶ci losu.
-A co je¶li ta gra nigdy siê nie skoñczy? – Zapyta³a Kate ze ³zami w oczach. - B±d¼, po prostu b±d¼. Tylko to. – Zacisnê³a powieki.
-To du¿o. – Próbowa³ siê broniæ.
-Wiem. – Próbowa³a przekonaæ go, ¿e wie co on prze¿ywa.
-Wracaj do domu. – Rzuci³ po chwili i odwróci³ od niej wzrok. – Znajdziesz kogo¶ o wiele lepszego. Kogo¶, kto ciê bêdzie kocha³, a i ty pokochasz jego. – Sam chcia³ siê do tego przekonaæ. W jego oczach na pierwszy rzut mo¿na by³o rozpoznaæ ból. – Wracaj.
-Dlaczego tak mówisz? – Mówi³a Kate przez ³zy.
-Bo ja te¿ ciê kocham. – ¦cisn±³ jej d³oñ. Spojrza³ jej g³êboko w oczy. – Dlatego. – Po chwili ciszy doda³. – Kate, uwierz, trudno mi by³o to sobie wmówiæ. Id¼ ju¿, proszê id¼.
Kate wsta³a i zaczê³a kierowaæ siê ku drzwiom. Nie spojrza³a siê za siebie. Nie chcia³a go w ten sposób zapamiêtaæ. Wiedzia³a, ze to ju¿ koniec.
-Hej! – Krzykn±³ w ostatniej chwili. – Zawsze bêdê tym ch³opakiem, który przychodzi do dziewczyny, prosz±c, by go pokocha³a, by mu wybaczy³a, zaufa³a i ¿eby pamiêta³a. Pamiêtaj o tym, co miêdzy nami by³o, jest i bêdzie. Pamiêtaj. – Powiedzia³ bardzo powa¿nie. Kate nie mia³a wyboru. Musia³a siê odwróciæ i na niego spojrzeæ. Kiedy tylko na niego popatrzy³a, na jego twarzy pojawi³ siê ten drwi±cy u¶mieszek, który kocha³a. – Ty ma³a zo³zo, to dopiero pocz±tek.
-Tak wiem. A ja bêdê t± dziewczyn±, która kocha, wybacza, ufa i pamiêta, wci±¿ pamiêta. – Odesz³a.
Copyright © Katarzyna Greber
wtorek, 17 listopada 2009
XVI Rozdzia³ :)
Kate by³a dumna, ¿e zd±¿y³a poza³atwiaæ wszystkie formalno¶ci przed rozpoczêciem roku akademickiego. Pozosta³o jej ju¿ tylko kilka dni do koñca wakacji. Mog³a jeszcze cieszyæ siê nadmiarem czasu wolnego. Jednak wykorzystywa³a go bardzo po¿ytecznie, czytaj±c ksi±¿ki potrzebne jej do nauki na wydziale pedagogiki na Oxfordzie.
Cieszy³a siê, ¿e na ten sam uniwersytet idzie jej kolega, Blake Smith. Przynajmniej nie bêdzie tam sama. We dwójkê zawsze ra¼niej.
Jedyne z czym Katherine nie mog³a siê pogodziæ, by³o to, ¿e nie dosta³a ¿adnej odpowiedzi od Eda. Nie odpisa³, nie oddzwoni³. Mo¿e wys³a³a to na z³y adres? Mo¿e on nawet nie dosta³ tego listu? Najgorsze by³o to, ¿e ona chcia³a o nim zapomnieæ. Naprawdê chcia³a. Lecz nie mog³a. Do g³owy ca³y czas wraca³y jej fragmenty ich rozmów, niby przyjacielskich, ale z boku wygl±daj±cych na rozmowy zakochanych.
-Ciekaw jestem jakby wygl±da³ pocz±tek naszej znajomo¶ci w innych okoliczno¶ciach. – U¶miechn±³ siê zawadiacko i zwróci³ siê ku Kate.
-W jakich niby okoliczno¶ciach?
-Na przyk³ad takich normalnych, bez jaki¶ zawi³o¶ci. Ciekawe, czy ci±gnê³o by nas do siebie tak samo, jak s±dzisz?
-S±dzê, ¿e tak. Ale po co mamy my¶leæ, co by by³o gdyby. Zastanówmy siê nad tym pocz±tkiem co naprawdê by³. – S³usznie zasugerowa³a Katherine.
-Tak, masz racjê. Nasz pocz±tek by³ bardzo zawi³y, ciekawe jaki bêdzie koniec, hm? – Uniós³ praw± brew do góry i spojrza³ na ni± z góry. Wygl±da³ przy tym zabawnie, dlatego nie dziwiæ siê Kate, ¿e siê roze¶mia³a.
-Jaki koniec? Jeszcze nawet pocz±tku nie by³o, a ty ju¿ mówisz o koñcu? – Zirytowa³a siê panna White.
-Przecie¿ przed chwil± mówili¶my o pocz±tku. – Odrzek³ zmieszany Ed.
-To nie by³ pocz±tek, to by³ dopiero prolog zapewne zawi³ej i bardzo ciekawej naszej historii. – U¶miechnê³a siê do niego, z³apa³a za ramiê i pokierowa³a go ku tajemniczemu miejscu.
Najlepsz± rozrywk± wakacyjn± Kate by³y wyprawy do parku przy ko¶ciele z ksi±¿k± w rêku. Je¶li nie by³o jej w domu, to tam najprawdopodobniej mo¿na by³o j± znale¼æ. Tego samego dnia, kiedy rozmy¶la³a o Eddim, równie¿ posz³a do parku, aby poczytaæ kilka rozdzia³ów swojej ulubionej ksi±¿ki.
Pogr±¿y³a siê w powie¶ci, ale ze ¶wiata wyobra¼ni wyrwa³ j± kto¶, stoj±cy za ni±. Kto¶, kto po³o¿y³ swoj± d³oñ na jej ramieniu. Kto¶, kogo d³oñ bardzo dobrze zna³a. To by³ kto¶, kogo kocha³a. Czym prêdzej odwróci³a siê, nie zwracaj±c uwagi na spadaj±c± ksi±¿kê. Przed ni± sta³ jej Ed. Niedosz³y przyrodni brat. Wielka mi³o¶æ. Mi³o¶æ, jednak zakazana. Zakazana nie z powodu wiêzów krwi lecz z powodu celibatu.
Eddie patrzy³ na ni± tak, jak kiedy¶. Nie móg³ na ni± w ten sposób patrzeæ, skoro zdecydowa³ siê na tak± drogê ¿yciow±. Ale on po prostu nie potrafi³ inaczej. Nie móg³ siê jej oprzeæ ju¿ jako jej brat, a co dopiero jako ksi±dz (no jeszcze nie ksi±dz, ale alumn). Oboje nie potrafili wypowiedzieæ ¿adnego s³owa. Stali tak przez kilkana¶cie minut i tylko patrzyli siê na siebie.
-Co ty tu robisz? – Po d³u¿szej chwili milczenia, Kate zebra³a siê na odwagê i otworzy³a usta.
-Chcia³em odpowiedzieæ na twój list osobi¶cie. – Odrzek³ ze ¶mierteln± powag± Ed.
-Wiêc jednak go dosta³e¶? – Kate nie mia³a na to nadziei, gdy¿ skoro tyle czasu nie dostawa³a odpowiedzi, zrezygnowa³a ju¿ z ci±g³ego czekania.
-Tak, ale nadal nie wiem, jak to siê sta³o, ¿e tu przyjecha³em. – Walczy³ ze sob±. Tak bardzo chcia³ do niej podbiec i j± przytuliæ jak najmocniej potrafi³, ale nie móg³.
Kate za bardzo nie zrozumia³a sensu jego s³ów, ale i tak cieszy³a siê, ¿e mo¿e go widzieæ. Wiedzia³a, ¿e nic z tego nie bêdzie, gdy¿ Eddie na pewno nie zrezygnuje z seminarium. Je¶li on co¶ sobie postanowi, to woli przy tym wytrwaæ.
-Chod¼ – wyci±gn±³ do niej d³oñ. Ona bez wahania poda³a mu swoj±. Kiedy poczu³a jego ciep³o, znów przeszed³ j± dreszcz. Dreszcz, taki sam jak podczas ich zbli¿eñ.
-Gdzie mnie zabierasz? – Pyta³a zaniepokojona Kate.
-Zobaczysz. – I otworzy³ drzwi swojego samochodu od strony pasa¿era. Kate szybko wsiad³a i zapiê³a pasy bezpieczeñstwa. Ed natomiast obszed³ samochód i równie¿ wsiad³ do niego. Nie zapi±³ jednak pasów.
-Zapnij pasy. – Rzuci³a ch³odno, Kate.
-Po co?
-Dla twojego bezpieczeñstwa. – Odpar³a z trosk± Katherine.
-To blisko, nie muszê ich zapinaæ. – Sprzeciwi³ siê Ed.
-Zapnij je do cholery! – Krzyknê³a Kate.
-Nie! O co ci chodzi? O g³upie pasy? – Wrzeszcz±c, odwróci³ g³owê w jej stronê.
-Uwa¿aj!! – zd±¿y³a krzykn±æ Kate, zauwa¿aj±c zakrêt, na którym nie wyrobi³ siê Ed. Skrêcaj±c w prawo, aby ochroniæ Kate, uderzy³ z du¿± si³± lew± stron± samochodu w drzewo. Nie maj±c zapiêtych pasów, waln±³ g³ow± o kierownicê. Kate by³a oszo³omiona, nie dozna³a wiêkszych obra¿eñ, mia³a jedynie lekko poharatan± rêkê. Czym prêdzej wydosta³a siê z samochodu i wezwa³a pomoc z telefonu komórkowego.
Copyright © Katarzyna Greber
sobota, 14 listopada 2009
XV Rozdzia³
Kate nie mog³a uwierzyæ, ze Ed tak po prostu znikn±³. Jak on móg³ tak post±piæ? Do tego nie powiedzia³ nic rodzicom. Zaczê³a powoli rezygnowaæ. A co je¶li ju¿ nigdy nie bêdzie jej dane go zobaczyæ? Nie, przecie¿ to nie mo¿liwe. Przecie¿ oni s± sobie przeznaczeni. Tylko w jaki sposób Katherine mia³a siê dowiedzieæ do którego seminarium uda³ siê Ed?
-Wiem! – Dozna³a nag³ego ol¶nienia. – Ksi±dz Harry!
Rzeczywi¶cie, ksi±dz Matterson móg³ jej pomóc. Jego przyjacielem by³ rektor pobliskiego seminarium, a on na pewno ma jakie¶ „doj¶cia”, aby dowiedzieæ siê gdzie postanowi³ wybraæ siê Ed.
Kate szybko popêdzi³a w stronê ko¶cio³a. Pragnê³a jak najszybciej za³atwiæ tê sprawê. Tak naprawdê by³a to jej ostatnia nadzieja. Ale zaraz. Co ona zrobi, gdy ju¿ siê dowie, gdzie on jest? Pojedzie do niego? I zmusi go do porzucenia seminarium? A co wtedy je¶li Eddie naprawdê poczu³ powo³anie? Sama ju¿ nie wiedzia³a. Nie wiedzia³a co zrobi. Teraz liczy³o siê dla niej tylko to, czy zdobêdzie jakie¶ informacje.
***
-Dziêkujê. Nawet nie wie ksi±dz jakie to dla mnie wa¿ne. – Dziêkowa³a ksiêdzu Harryemu, Kate.
-Wiem Kate, wiem. – U¶miechn±³ siê wielebny. – Widaæ po tobie, ¿e od razu rozpromienia³a¶, dowiaduj±c siê, gdzie dok³adnie znajduje siê Eddie. Przecie¿ ja go znam. To jest ten ch³opak, w którym siê zakocha³a¶, prawda? Poznali¶cie siê przy mnie. Kate, pamiêtam ten b³ysk w jego oczach, kiedy na ciebie patrzy³. Po prostu czuæ by³o pomiêdzy wami t± rozkwitaj±c± mi³o¶æ.
-Wszystko by³oby ³adnie i piêknie, gdyby nie liczne przeciwno¶ci, które mieli¶my po drodze. Z reszt± nadal je mamy. Jak ja go znajdê w Rzymie?
-Poradzisz sobie Kate. Wierzê w twoje mo¿liwo¶ci. A wiesz, mo¿e napiszesz mu list?
-I co ja w nim napiszê?
-To ju¿ zale¿y od ciebie, Katie. Wasza przysz³o¶æ jest w twoich rêkach. – U¶miechn±³ siê ksi±dz Harry, u¶cisn±³ jej d³oñ i odszed³ w stronê zakrystii.
-W moich rêkach, tak? – Zapyta³a sam± siebie, Kate. Nie mia³a wyboru. Musia³a wzi±æ sprawy w swoje rêce. List. List do Eda. To bardzo dobry pomys³. Tylko.. Jak on go przyjmie? Czy w ogóle go przeczyta? Miejmy nadziejê, ¿e tak.
Katherine d³ugo siedzia³a nad kartk± papieru z d³ugopisem w rêku. Nie wiedzia³a jak ubraæ w s³owa swoje uczucia, my¶li i te wszystkie wydarzenia, które mia³y miejsce po jego wyje¼dzie.
Posiedzia³a d³u¿sz± chwilê i w koñcu dokoñczy³a pisanie. Podpisa³a siê, w³o¿y³a kartkê do koperty, naklei³a odpowiednie znaczki, wypisa³a adres, po czym ubra³a siê i wysz³a z domu, pod±¿aj±c w kierunku najbli¿szej poczty.
Kiedy wrzuci³a list do skrzynki, odetchnê³a z ulg±. Ju¿ po wszystkim. Teraz zosta³o jej tylko czekaæ. Czekaæ na odpowied¼.
Tymczasem Ed zajêty by³ czytaniem literatury potrzebnej mu na studia teologiczne. Próbowa³ zapomnieæ o Kate, ale nie by³o to ³atwe. Coraz rzadziej o niej my¶la³, ale nadal przed oczami mia³ obrazy jej u¶miechniêtej i zadowolonej z ¿ycia, ale te¿ zszokowanej, gdy dowiedzia³a siê, ¿e s± rodzeñstwem i nieprzytomnej, gdy przez jego g³upotê zrobi³a co¶, co wpêdzi³o j± w ¶pi±czkê. Nie móg³ sobie tego wybaczyæ. Ca³y czas siê z tym gryz³. Zaczyna³ mieæ w±tpliwo¶ci co do bycia kap³anem. Mo¿e to seminarium to rzeczywi¶cie by³a ucieczka. Ale ucieczka od czego? Od problemów? Czy ucieczka od Kate?
-Ed! – krzykn±³ Marc. – List do ciebie.
-List? Do mnie? – Pyta³ zdziwiony Eddie. Przecie¿ nikt ze znajomych nie zna³ tego adresu, co wiêcej nikt nie wiedzia³, gdzie Eddie dok³adnie siê znajduje.
Spojrza³ na kopertê i jego serce zaczê³o biæ szybciej. Od razu rozpozna³ to pismo. To by³o pismo Kate. Pismo jego przyrodniej siostry.
Eddie,
Kiedy ujrza³am Ciê po raz pierwszy, powiedzia³am sobie, ¿e je¶li przeznaczenie postawi Ciê ponownie na mojej drodze, to bêdzie znaczy³o, ¿e jeste¶ tym jedynym. Los tak chcia³ i wkrótce okaza³o siê, ¿e mieszkamy w tej samej klatce. Mia³am wzglêdem Ciebie powa¿ne plany, ale pó¼niej okaza³o siê, ¿e jeste¶ moim przyrodnim bratem. Z wielkim bólem przyjê³am to do wiadomo¶ci.
Przyja¼ñ z Tob± by³a wspania³a i trwa³a. Lecz to nie by³o to, czego tak naprawdê chcia³am. Z moich spostrze¿eñ wynika³o, ¿e Ty równie¿ chcia³e¶ byæ kim¶ wiêcej ni¿ tylko moim przyjacielem. Z tego powodu, ¿e nie mogli¶my byæ razem, postanowi³e¶ zostaæ ksiêdzem. Popieram to i pochwalam, przede wszystkim dlatego, ¿e nadajesz siê do tego i Twoja wiara jest g³êboka i mocna.
Lecz wczoraj dowiedzia³am siê, ¿e Chris nie jest moim biologicznym ojcem. Jestem „owocem” brutalnego gwa³tu. Moja mama bêd±c w ci±¿y pozna³a Chrisa, zakochali siê w sobie, pobrali siê, jednak ona nic mu o gwa³cie nie powiedzia³a. Tak wiêc ¿yli¶my w niewiedzy przez 19 lat, a¿ do momentu, kiedy dowiedzia³e¶ siê, ¿e Chris jest twoim ojcem. Sama nie rozumiem tego, po co to wszystko by³o. Gdyby nie te cholerne tajemnice ju¿ dawno byliby¶my razem. Przyznasz mi racjê, prawda?
Nie pytaj sk±d wiedzia³am, gdzie wys³aæ list. To nie jest wa¿ne w tej chwili. Najwa¿niejsze jest to Eddie, ¿e nie mogê bez ciebie normalnie egzystowaæ. Tak strasznie mi Ciê brakuje. Tak bardzo brakuje mi naszych codziennych rozmów, codziennych spacerów..
Tak bardzo chcia³abym, ¿eby¶ przy mnie by³. Tylko tyle. Wiem, ¿e teraz nie jest to mo¿liwe. Ale ju¿ jako¶ przywyk³am, ¿e ca³y czas ¿ycia daje nam kopniaka. I za wszelk± cenê nie pozwala nam byæ razem.
Z tym listem zrobisz, co zechcesz. Mo¿esz go wyrzuciæ, spaliæ, albo na niego odpisaæ. Decyzja nale¿y do Ciebie. Wiedz tylko, ¿e zawsze bêdê Ciê kochaæ i nigdy nie zapomnê tych cudownych chwil spêdzonych razem. Po przyjacielsku, to po przyjacielsku, ale wa¿ne, ¿e razem.
¯egnaj Eddie,
Kate.
Copyright © Katarzyna Greber
¶roda, 11 listopada 2009
XIV Rozdzia³
Piêknie. Po prostu piêknie. Do salonu gdzie siedzia³a zbulwersowana Kate i przygnêbiona Stephenie, wszed³ Chris.
-Czy mo¿e mi kto¶ w koñcu powiedzieæ, o co w tym wszystkim, do cholery chodzi? – -Wycedzi³a Kate przez zêby.
-O czym ty mówisz, Kate? – Zapyta³ Chris. Steph spojrza³a na niego dziwnym wzrokiem.
-Tylko nie mów, ¿e nie domy¶lasz siê o co chodzi. – Powiedzia³a ch³odnym g³osem do mê¿a.
-Domy¶lam siê? Steph ja ju¿ nie wiem czego mam siê domy¶laæ! Z dnia na dzieñ dowiadujê siê ¿e mam syna. Syna, którego pokocha³a moja córka. I przez to ¿e nic nie wiedzia³a wyl±dowa³a w szpitalu! Jak by¶ siê czu³a na moim miejscu?!
-Nie wiem.
-Mamo! To ja ju¿ niczego teraz nie rozumiem. Przed chwil± powiedzia³a¶ mi ¿e tata, nie jest moim ojcem! Mo¿esz TO jako¶ wyt³umaczyæ? – Zirytowa³a siê Kate.
-Stephenie? Mo¿esz to jako¶ wyt³umaczyæ? – Teraz i Chris siê zirytowa³. Pani White spowa¿nia³a i po³o¿y³a rêkê na ramieniu Kate, ale zwróci³a siê twarz± w stronê Chrisa.
-Chris, wiedz, ¿e nigdy nie chcia³am ciê skrzywdziæ, wiedz równie¿, ¿e ciê nie zdradzi³am. – Stephenie przymknê³a powieki, a po jej policzku zaczê³a powoli sp³ywaæ ma³a drobna ³za.
-O czym ty mówisz Steph? Ja w tej chwili ¿±dam wyja¶nieñ dotycz±cych tego, co powiedzia³a moja córka, która twierdzi, ¿e nie jest moj± córk±. To jest cholernie pogmatwane i niezrozumia³e. O co tak naprawdê chodzi w tej farsie? – Wzburzony Chris uderzy³ piê¶ci± w stó³, po czym zakry³ d³oni± oczy i zrezygnowany drug± rêk± podpar³ czo³o. – Mo¿esz to jak najpro¶ciej wyt³umaczyæ? Mo¿esz oszczêdziæ nam bólu, którego i tak ju¿ wystarczaj±co nam zada³a¶?
-Bólu? Ja wam zada³am bólu? Czy ty siebie w ogóle s³yszysz? By³o nie mieæ romansu z mê¿atk± i by³o nie robiæ jej dziecka! – Stephenie wsta³a i zaczê³a chodziæ po pokoju. Mia³a ³zy w oczach, by³a zarazem smutna i w¶ciek³a. – Nie masz pojêcia jaki ja prze¿y³am ból kiedy zosta³am zgwa³cona! Zgwa³cona w wieku 19 lat! – Stephenie nie wytrzyma³a. Kolana siê pod ni± ugiê³y i upad³a na pod³ogê, zakrywaj±c zap³akan± twarz w d³oniach. P³aka³a teraz jak ma³e dziecko. Kate z ojcem podbiegli do niej.
-Mamo, dlaczego nic nie powiedzia³a¶? Dlaczego kumulowa³a¶ w sobie ten przera¼liwy ból. – Kate przytuli³a matkê i te¿ zaczê³a p³akaæ.
-Steph – powiedzia³ cicho Chris i uj±³ d³oñ ma³¿onki. – Ju¿ jest wszystko dobrze. Przepraszam, ¿e na ciebie naskoczy³em. Przepraszam. Nie wiedzia³em, ze co¶ takiego. Co¶ tak okrutnego mia³o miejsce. Nie mam ci tego za z³e. To nie by³a twoja wina. Nie wiñ i nie os±dzaj siê za to.
-Och Chris – przysunê³a siê do niego i wtuli³a siê w jego silne ramiona. – Czym zas³u¿y³am sobie na twoj± mi³o¶æ?
-Nie musia³a¶ na ni± zas³ugiwaæ, skarbie. Kocham ciê bezwarunkowo i nieodwo³alnie, s³yszysz? Tak samo ciebie, Katie. – Skierowa³ wzrok na „córkê” i wyci±gn±³ do niej rêkê. Ona bez wahania poda³a mu swoj± i równie¿ id±c w ¶lady matki przytuli³a siê do niego.
-Czyli, czy to oznacza, ¿e ja mogê byæ z Eddim?
-Oczywi¶cie Kate. – Odpowiedzia³a jej matka. – Wiem, ¿e to moja wina, ¿e tak to wszystko wysz³o. Gdyby nie moje tajemnice wszystko teraz wygl±da³oby normalnie.
-Mamo. Przestañ. To nie jest twoja wina. Tak widocznie musia³o byæ, aby¶my co¶ zrozumieli. W ¿yciu nie ma przypadków i nic nie dziejê siê bez przyczyny. Wszystkie zdarzenia, najmniejsze b³ahostki maj± jaki¶ ukryty sens. I moim zdaniem trzeba odnale¼æ sens tej zaistnia³ej sytuacji.
-Masz racjê Katie – przyzna³ racjê córce, Chris.
-Tato – Katherine zwróci³a siê do ojca. – Chcê, ¿eby¶ wiedzia³, ¿e zawsze by³e¶, jeste¶ i bêdziesz moim ojcem. Ta wiadomo¶æ nic nie zmieni³a. – U¶miechnê³a siê promiennie.
-Kate – szepn±³ Chris. – A ja chcê, ¿eby¶ wiedzia³a, ¿e zawsze by³a¶, jeste¶ i bêdziesz moj± malutk± córeczk±. Natomiast teraz radzi³bym ci i¶æ jak najszybciej do Maggie lub do kogo¶ innego, aby dowiedzieæ siê gdzie jest Eddie. Wyja¶nijcie sobie wszystko, póki nie jest za pó¼no.
-Masz racjê tato. – Odpowiedzia³a, zerwa³a siê na równe nogi i szybko popêdzi³a do swojego pokoju, aby siê przebraæ.
Copyright © Katarzyna Greber
XIII Rozdzia³
Chris zamar³. Czu³, ¿e krew odp³ywa mu od mózgu. Szybko chwyci³ siê klamki i wybieg³ na korytarz. Osun±³ siê na krzes³o stoj±ce najbli¿ej sali.
-Przepraszam, czy co¶ siê panu sta³o? – Zapyta³a pielêgniarka, widz±c blad± twarz Chrisa.
-Nie, nie. Wszystko w porz±dku. Czy móg³bym prosiæ jedynie szklankê wody?
-Tak, oczywi¶cie.
-Dziêkujê.
Tymczasem Ed zacz±³ przygotowywaæ siê do I roku w Seminarium. Najgorsze by³o to, ¿e poczu³ powo³anie w najmniej oczekiwanym fragmencie swojego ¿ycia. A mo¿e to nie by³o powo³anie? Mo¿e to by³a tylko ucieczka? Wiêc pozostaje pytanie – ucieczka przed czym? On sam nie umia³ znale¼æ odpowiedzi. Po prostu zrobi³ to, co uwa¿a³ za s³uszne.
Mêczy³o go równie¿ to, ¿e nie móg³ zapomnieæ o Kate. O Kate, która by³a jego siostr±. O Kate, któr± kocha³ jak szalony.
Gdyby nie g³êboka wiara w Boga, ju¿ dawno mi³o¶æ do rodzonej siostry by go zabi³a. Nie móg³ znie¶æ my¶li, ¿e jest zakochany we niej zakochany. Siostra. Siostra. To s³owo go po prostu prze¶ladowa³o. Jak on móg³? Jak nie spostrzeg³, ¿e co¶ jest nie tak? Dlaczego zlekcewa¿y³ swoje koszmary nocne? Odpowied¼ by³a prosta. Ed ca³y czas by³ dobrej my¶li. Ca³y czas wierzy³, ¿e wszystko siê jako¶ u³o¿y i ¿e ¿ycie w koñcu przestanie sprawiaæ mu przykre niespodzianki.
Jak siê czu³a Kate? Co siê z ni± teraz dzia³o? Nie dzwoni³ do niej, nie dzwoni³ do rodziców. Poinformowa³ ich tylko o swoich planach. Nikt nie kontaktowa³ siê z nim, aby poinformowaæ go o stanie zdrowotnym Katherine. Martwi³ siê o ni±, bo to dziêki niemu, a raczej dziêki jego bezmy¶lno¶ci panna White trafi³a do szpitala. Gdyby nie powiedzia³ jej tej przykrej prawdy, gdyby poczeka³, gdyby rozegra³ to inaczej, mo¿e wszystko teraz wygl±da³oby normalnie. Po prostu przestaliby siê spotykaæ i zachowywaliby siê jak przyjaciele. Sam nie chcia³ w to wierzyæ. Nie móg³ stwarzaæ scenariuszy „co by by³o, gdyby..”. Co siê sta³o, to siê nie odstanie. Nie móg³ ju¿ nic zmieniæ. Móg³ tylko czekaæ na znak, na znak od Tego Najwy¿szego.
Kate jeszcze tego samego dnia wysz³a ze szpitala. Pragnê³a byæ jak najszybciej w domu. Pragnê³a zobaczyæ Eddiego. Mimo wszystko, ¿e byli rodzeñstwem i ¿e nie mogli byæ razem.
Ona potrafi³a siê z tym pogodziæ. Musia³a.
-Mamo, powiedz mi gdzie jest Eddie? Ty co¶ wiesz, prawda? Gdyby¶ nie wiedzia³a, nie omija³aby¶ tego tematu. – Zaczê³a Kate, ca³kiem powa¿nie.
-Katie, wiem, ¿e to dla ciebie wa¿ne. Ale dla twojego dobra wolê na razie ci o tym nie mówiæ. Musisz odpoczywaæ i doj¶æ do siebie. Wydzwaniali z Oxfordu. – Stephenie bezpiecznie zmieni³a temat. - Prosili ciê o dokumenty. Stara³am siê wszystko za³atwiæ, ale lepiej zadzwoñ do nich i za³atw wszystkie potrzebne formalno¶ci.
-Dobrze mamo, zrobiê to. Ale.. Nie zmieniaj tematu. Szko³a zaczyna siê dopiero w pa¼dzierniku. Mam jeszcze ponad miesi±c. A teraz powiedz mi co siê sta³o z Eddim. – Nalega³a Kate. Musia³a wiedzieæ co siê z nim dzieje.
-Kate porozmawiamy o tym pó¼niej, dobrze? Nie chcê ciê niepotrzebnie denerwowaæ.
-Mamo? Czy ty wiesz do czego pomiêdzy nami dosz³o? – Rzuci³a Kate ze zdenerwowaniem. – Czy ty wiesz o tym, ze Ed jest synem taty? Czy wiesz o tym, ¿e ja siê w nim zakocha³am? Czy wiesz o tym, ¿e nie mogê o nim zapomnieæ? Czy wiesz o tym, ¿e przez cholerne wasze tajemnice zepsuli¶cie mi ¿ycie? – W oczach Kate pojawi³y siê ³zy.
-Oh, Kate. – Steph podesz³a do niej i objê³a ramieniem. – Przykro nam, ¿e tak wysz³o. Ale nie miej do nas o to pretensji. Ja dowiedzia³am siê o tym od Mag po tym jak zabrano ciê do szpitala. Nie mówi³am nic ojcu.
-Tata dzisiaj siê dowiedzia³, mamo. Ode mnie. – Znowu do oczu nap³ynê³y jej ³zy.
-Katie, je¶li naprawdê chcesz wiedzieæ gdzie jest teraz Eddie.. – nie dokoñczy³a, gdy¿ córka jej przerwa³a.
-Powiedz mi to w koñcu. Prze¿yjê wszystko.
-Kate, Ed postanowi³..
-Co postanowi³?
-On postanowi³, ¿e odda swoje ¿ycie Bogu. On poszed³ do seminarium, Kate. Powiedzia³ tylko, ¿e je¶li Bóg nie pozwala mu byæ z tob±, to znaczy, ¿e chce, aby Ed by³ z Bogiem.
-Co?! Mo¿esz powtórzyæ? ¯e jak? Ed? W seminarium? – Kate zapatrzy³a siê w jeden punkt na ¶cianie. Nie mog³a w to uwierzyæ. – Mamo, ale jak to mo¿liwe. Dlaczego?
-Kate, ja sama tego nie rozumiem. Przecie¿ wy mo¿ecie byæ razem.
-Co? O czym ty do mnie mówisz?! O co w tym wszystkim do cholery chodzi?!
-Katherine.. – zaczê³a spokojnie Stephenie. – Chris nie jest twoim ojcem.
Copyright © Katarzyna Greber
XII Rozdzia³
-Kate, kochanie ju¿ jest wszystko dobrze. – Katherine us³ysza³a znajomy, kobiecy g³os. Rozchyli³a powieki i wokó³ siebie zobaczy³a bia³e ¶ciany, poczu³a nieprzyjemny zapach. Szpital. Najgorsze miejsce na ¶wiecie. Wszêdzie tylko nie tu. Uciec. Uciec st±d jak najszybciej. Tylko takie my¶li kr±¿y³y jej po g³owie.
-Mamo? – Wykrztusi³a po chwili. – Czy ja spa³am? D³ugo? Gdzie tata? Gdzie jest.. – i tu siê zatrzyma³a. - ..Ed?!
-Skarbie, spokojnie, nie mo¿esz siê teraz denerwowaæ.
-Denerwowaæ? Co masz na my¶li? Jestem spokojna. Mamo co siê ze mn± dzieje?!
-Katie, zapad³a¶ w lekk± ¶pi±czkê, lekarze ca³y czas badaj± przyczynê, tego co ci siê sta³o. Ale je¶li siê obudzi³a¶, to znaczy, ¿e jest wszystko dobrze. Tata poszed³ po lekarza – wyra¼nie nie chcia³a poruszaæ tematu Eddiego. Dobrze wiedzia³a, ¿e je¶li powie córce, ¿e Ed zdecydowa³ siê na seminarium to bêdzie mog³o to j± zabiæ.
-Mamo, ile czasu ja „spa³am”? – Zapyta³a Kate z przera¿eniem.
-Widzisz Katie, minê³o trochê czasu.
-To znaczy ile?! – Nie chcia³a siê sprzeczaæ z matk±. Jedyn± dat±, któr± ostatnio pamiêta³a by³ 2 lipca. Szybko zerknê³a na kalendarz. 17 sierpnia. Zawirowa³o jej w g³owie.
-Kate?! – Krzyknê³a Steph, my¶l±c, ¿e z córk± znowu dziejê siê co¶ z³ego.
-Rzeczywi¶cie, trochê czasu. – Szepnê³a Kate, przymykaj±c oczy. Odwróci³a siê na drugi bok, plecami do matki. – Mamo.. – Szepnê³a. – Co siê sta³o z Eddim? – Czu³a, ¿e z oczu sp³ywaj± jej ³zy.
-Kochanie, porozmawiamy o tym w domu. Miejmy nadziejê, ¿e nied³ugo ciê wypisz±.
-Nie, nie chcê rozmawiaæ o tym w domu. Chcê wiedzieæ teraz. Czy on wyjecha³ z Wielkiej Brytanii?
-Nie, dlaczego tak s±dzisz? Czy co¶ pomiêdzy wami zasz³o? – Wiedzia³a, ¿e co¶ zasz³o, ale nie chcia³a pytaæ co.
-Tak, ale nie chcê o tym mówiæ. Masz racjê, porozmawiamy o tym w domu.
W tym momencie wszed³ to sali Chris razem z lekarzem prowadz±cym.
-Panno White, jak siê czujemy? – Zapyta³ dr Meitner.
-Hm. Dobrze. Wyspa³am siê jak nigdy. – Powiedzia³a z sarkazmem Kate. Nawet w trudnych dla siebie sytuacjach potrafi³a utrzymaæ dobry humor i byæ nadzwyczaj uprzejma.
-¯arty siê ciebie trzymaj±, czyli jest dobrze. Nadal nie znamy przyczyny twojej ¶pi±czki, ale postaramy siê ja znale¼æ jak najszybciej. Wypiszemy ciê jutro, góra za dwa dni. – Powiedzia³ z precyzj± dr Meitner. – Jakie¶ pytania?
-Tak. Czy by³aby mo¿liwo¶æ wypisania mnie ju¿ dzisiaj? Widzi pan, ja strasznie nie lubiê szpitali, a w domu od razu poczu³abym siê lepiej. - Nic lepszego nie przysz³o Kate do g³owy, nie potrafi³a teraz my¶leæ logicznie.
-Je¶li zd±¿ymy zrobiæ ci dzisiaj wszystkie potrzebne badania, to owszem, bêdzie taka mo¿liwo¶æ. – U¶miechn±³ siê do Kate. Dr Meitner nale¿a³ do tych lekarzy z powo³ania. By³ bardzo sympatyczny i do tego zna³ siê na swojej pracy. By³ profesjonalist± w tym co robi³. - Czy mogê teraz pani± poprosiæ do gabinetu? – Pok³oni³ siê ku Stephenie.
-Tak, oczywi¶cie. – Steph spojrza³a znacz±co na mê¿a, maj±c na my¶li aby usiad³ ko³o Kate i z ni± porozmawia³.
Lecz to ona zaczê³a rozmowê. Musia³a dowiedzieæ siê czego¶ wiêcej na temat romansu ojca i matki jej ukochanego. Przecie¿ musia³o istnieæ jakie¶ wyt³umaczenie tego, ¿e oni nie s± jednak rodzeñstwem. Najgorsze by³o to, ¿e Kate ca³y czas mia³a nadziejê. Nadziejê na to, ¿e koszmar wkrótce siê skoñczy.
-Tato.. – Odwróci³a siê twarz± w stronê Chrisa. On u¶miechn±³ siê do niej, tak jak to zawsze robi³ kiedy ma³a Katie przychodzi³a ze szko³y ze z³± ocen± w dzienniczku. Ca³y czas mia³ przed oczami swoj± ma³± córeczkê. Nie móg³ dopu¶ciæ do my¶li, ¿e jego Katie jest ju¿ doros³a i sama musi za siebie decydowaæ.
-Tak, Kate? – Odpowiedzia³ z zainteresowaniem. Tak dawno z ni± nie rozmawia³.
-Czy.. Czy ty kiedy¶ mia³e¶ jaki¶ romans? Kiedy¶, mam na my¶li jakie¶ dwadzie¶cia lat temu?
Te pytanie bardzo zaskoczy³o Chrisa. Sk±d jego ma³a córeczka mog³a wiedzieæ takie rzeczy? Stephenie na pewno nie rozmawia³aby o tym z Kate. Teraz zaczyna³ mieæ w±tpliwo¶ci, ¿eby je rozwiaæ, po prostu zada³ córce pytanie:
-Sk±d ci to przysz³o do g³owy?
-Tato, nie krêæ. Po prostu odpowiedz na moje pytanie.
-Kate, to nie takie proste, jak ci siê wydaje.
-Nie tato, to jest proste, bo prosta jest odpowied¼. Podpowiem ci, brzmi: tak lub nie.
Chris znalaz³ siê w sytuacji bez wyj¶cia. Musia³ jej powiedzieæ. ¯e mia³ romans z matk± Eda. ¯e prze¿yli wspania³e chwile, ¿e kocha³ j± jak szalony. Niestety nie powiedzia³ jej, ¿e mia³ z ni± syna, gdy¿ sam tego nie wiedzia³.
-Tato, czy mama o tym wie? – Spyta³a spokojnie Kate.
-Tak, powiedzia³em jej to. Chcê ¿eby¶ wiedzia³a, ze to wszystko zdarzy³o siê zanim pozna³em twoj± matkê, Kate. By³em m³ody, g³upi i szalony. Taki jak ty. Chocia¿ ty nie jeste¶ g³upia, jeste¶ bardzo rozs±dna. I za to ciê podziwiam. – Uca³owa³ córkê w czo³o. Skierowa³ siê ku drzwiom.
-Tato? – Zatrzyma³a go Kate.
-Hm? – Odwróci³ siê do córki Christopher.
-Czy wiesz o tym, ¿e po waszej wspólnie spêdzonej nocy, po 9 miesi±cach Maggie Adams urodzi³a syna?
Copyright © Katarzyna Greber
XI Rozdzia³
Kate nie wiedzia³a, co mia³a robiæ. Z jednej strony chcia³a tam wróciæ i skoñczyæ to co zaczêli, ale z drugiej instynkt podpowiada³ jej, aby siê pohamowa³a.
Albowiem nie chcia³a pope³niæ b³êdu. Wola³a, aby to on zrobi³ pierwszy krok. Ale jak mog³a ¼le odczytaæ jego intencje? Przecie¿ jego zachowanie by³o jednoznaczne.
Co on sobie my¶la³, kiedy obchodzi³ siê z ni± w ten sposób?
Katherine próbowa³a siê wy³±czyæ, czytaj±c ksi±¿kê. Lecz i to nie pomog³o, nawet najg³o¶niejsza muzyka nie zag³uszy³aby jej my¶li na temat Eddiego.
Nagle us³ysza³a ³omotanie do drzwi.
-Kate?! – Us³ysza³a st³umiony g³os dochodz±cy z klatki. Szybko rzuci³a siê w stronê drzwi. Nie musia³a wygl±daæ kto to, doskonale zna³a jego g³os. – Otwórz proszê! Wiem, ¿e tam jeste¶!
-Otwieram, otwieram. – Szepnê³a sama do siebie.
-Och, dobrze, ¿e jeste¶. – Wparowa³ do jej mieszkania i zatrzasn±³ za sob± drzwi.
-Co¶ siê sta³o? Masz tak± minê, ¿e..
-Nic nie mów. – Przy³o¿y³ jej palec do ust. „No tak, znowu to robi” Ogarnê³a j± fala gor±ca, za ka¿dym razem gdy jej w jakikolwiek sposób dotyka³ doznawa³a uczuæ, których nie potrafi³a opisaæ.
Zaprowadzi³a go do swojego pokoju, zamknê³a drzwi i usiad³a na kanapie. On ze zdenerwowaniem usiad³ przy biurku, stukaj±c palcami w blat. Kate zauwa¿y³a, ¿e by³ zestresowany.
Zestresowany, to za ma³o powiedziane. Ed by³ w¶ciek³y jak nigdy. Nigdy nie zdarzy³o mu siê, ¿eby tak ¿ycie dokopa³o mu i to w takim momencie. Jak on móg³ czuæ po¿±danie i w ogóle jakiekolwiek uczucia do swojej siostry?! On nie móg³ na ni± patrzeæ jak na kobietê, musia³ na ni± patrzeæ jak na siostrê.
-Powiesz mi co siê sta³o? – W koñcu rzuci³a z wyrzutem, po d³ugiej chwili ciszy.
-Bo.. Widzisz Kate. Ja my¶la³em, ¿e.. Nie. To nie mo¿e byæ prawda.. – Na jego twarzy zauwa¿y³a teraz cierpienie. Instynktownie podesz³a i go objê³a. Tak jak to robi± przyjaciele. Ale bliski kontakt by³ dla Eddiego katorg±. Nie móg³ znie¶æ my¶li, ¿e nie mog± byæ razem.
-Co siê sta³o? Powiedz..
-Bo.. Dzisiaj dowiedzia³em siê strasznej rzeczy.
-Jakiej?
-Kate, chcê, ¿eby¶ wiedzia³a, ¿e to by³ dla mnie ostateczny cios. Nie mogê sobie tego wyobraziæ, po prostu nie potrafiê przyj±æ tego do wiadomo¶ci. Bo.. – W tym momencie u¶cisn±³ jej d³oñ. – Kate, ja tak bardzo chcia³bym byæ z tob±. – Zamkn±³ oczy. – Tak bardzo, nie wiesz nawet jak. Pragnê ciebie bardziej ni¿ kogokolwiek, kiedykolwiek. Jeste¶ idealna, stworzona aby byæ ze mn±.. Ale jak widaæ los nigdy nie jest dla mnie ³askawy.
-Eddie.. – Opar³a g³owê o jego bark. – Ja czujê podobnie. Wiêc czemu nie mo¿emy byæ razem?
-Kate.. Nawet nie wiesz, jak bardzo chcia³bym teraz ciê wzi±æ w ramiona i ju¿ nigdy nie pu¶ciæ. Kate – spojrza³ jej g³êboko w oczy – nie mo¿emy byæ razem z powodu.. Wiêzów krwi.
-Co?! Jakich wiêzów krwi, do cholery? Co masz na my¶li? – Wykrzycza³a Kate, natomiast Ed zamilk³ na d³u¿sz± chwilê. Po d³u¿szym zastanowieniu, zdecydowa³, ¿e tak czy inaczej musi jej powiedzieæ. Z³amie jej serce, wiedzia³ o tym. Ale z³ama³ serce równie¿ sobie, wtedy gdy dowiedzia³ siê ¿e Kate to jego siostra.
-Chris, twój ojciec jest tak¿e moim ojcem.
-Ale.. Jak? Jak to mo¿liwe? Nie.. To sen. To nie mo¿e byæ prawda.. – Mówi±c te s³owa, ca³y czas siê od niego oddala³a. Zbli¿a³a siê w kierunku do drzwi ³azienki.
-Kate.. Co ci jest? – Spyta³ Ed, zauwa¿ywszy, ¿e Katherine bardzo poblad³a.
-Nic. Zostaw mnie. Najlepiej id¼.. Zostaw mnie. – Stoj±c ty³em do drzwi, wymaca³a klamkê, poci±gnê³a j± i zamknê³a siê w ¶rodku. Opar³a g³owê o ¶cianê i zamknê³a oczy.
Ed z przera¿eniem w oczach zacz±³ pukaæ do drzwi, próbowa³ ci±gn±æ za klamkê, ale to nie skutkowa³o. Kate wiedzia³a, ¿e ojciec trzyma w szafce alkohol.
Czym prêdzej rzuci³a siê w jej stronê i wyci±gnê³a pierwsz± lepsz± butelkê.
Zdziwi³o j± to, ¿e nie mia³a ¿adnej nalepki. Odkrêci³a korek i za jednym poci±gniêciem wypi³a jedn± trzeci± butelki. ¦wiat zawirowa³. Kolory siê po przekrêca³y. U¶wiadomi³a sobie, ¿e nigdy przecie¿ nie pi³a alkoholu. Teraz nawet nie wiedzia³a co wypi³a.
-Woda. – Szepnê³a, gdy spojrza³a na prysznic. Zdar³a z siebie ubranie i wesz³a do kabiny. Odkrêci³a wodê i ze zmêczenia pad³a na kolana. Skuli³a siê i usiad³a w rogu. Nie czu³a nic prócz cierpienia, które zada³y jej s³owa: „twój ojciec jest tak¿e moim ojcem”. G³os Eda szumia³ w jej g³owie. Nic nie widzia³a, mia³a zamkniête oczy. Czu³a jedynie zimn± wodê, sp³ywaj±c± po jej ciele. Ca³y czas p³aka³a. Nie czu³a ju¿ nawet sp³ywaj±cych ³ez. Odp³ywa³a.
-Kate! Otwórz te cholerne drzwi! Co ty tam robisz? G³ucha jeste¶? – S³ysza³a jak przez mg³ê g³os Eddiego. Co¶ szarpnê³o. Ed rozwali³ drzwi. Podbieg³ do niej. Nigdy nie widzia³ jej w takim stanie. – Kate! – Krzykn±³ z przera¿eniem w g³osie. –Bo¿e, to moja wina. Niepotrzebnie ci to mówi³em, Jezu Kate.. Co¶ ty zrobi³a.
Nie powiedzia³ ju¿ nic wiêcej, widzia³, ¿e jego „siostra” nie kontaktuje ze ¶wiatem. Zd±¿y³ tylko zakrêciæ wodê, opatuliæ j± rêcznikiem, po czym zaniós³ j± do pokoju na ³ó¿ko. Przykry³ j± ko³dr±. Patrzy³ na ni± po¿±dliwie. W ³ó¿ku le¿a³a naga dziewczyna-normalne.
Nie, to nie by³o normalne, w ³ó¿ku le¿a³a naga dziewczyna, która by³a jego siostr±. Okropnie czu³ siê z my¶l±, ¿e kocha³ w³asn± siostrê. Ale on nie kocha³ jej po bratersku, nie potrafi³ jej tak kochaæ.
Po g³owie chodzi³y mu ró¿ne rzeczy. Jak móg³ my¶leæ o niej nagiej le¿±cej w ³ó¿ku, skoro ona teraz le¿a³a ¶pi±ca, prawdopodobnie lekko zatruta jakim¶ nieznajomym alkoholem. To przez niego znajdowa³a siê w takim stanie.
Po paru minutach znalaz³ w sobie odrobinê silnej woli i usiad³ obok le¿±cej, prawie nieprzytomnej Kate. Ona za¶ wpatrywa³a siê w Eda szeroko otwartymi oczami.
-Co ty mi zrobi³e¶?! – Wpatrywa³a siê w niego z przera¿eniem.
-Raczej, co ty zrobi³a¶ sobie. – U¶miechn±³ siê lekko, ale w jego oczach wymalowany by³ smutek, cierpienie i z³o¶æ. Z³o¶æ na samego siebie. – Kate, wypi³a¶ co¶, czego twój ojciec, przepraszam nasz ojciec nie powinien tu trzymaæ. – Na te s³owa zacisnê³a mocno oczy. Wiêc jednak to prawda. To nie by³ jaki¶ cholerny sen. To wszystko by³a prawda.
-Co to by³o? Dlaczego to zrobi³am?! – Zaczê³a krzyczeæ.
-Csi. Po¶pisz d³u¿ej ni¿ zwykle.
Kate potwornie siê ba³a. Nie wiedzia³a czego, ale siê ba³a. Nie chcia³a zostaæ sama. Nie chcia³a sama biæ siê z my¶lami, ¿e kocha w³asnego brata. Kiedy Ed zacz±³ powoli wstawaæ, z³apa³a go za rêkê.
-Zostañ ze mn±. – Uda³o jej siê wyszeptaæ. Przy czym wbi³a paznokcie w jego nadgarstek. Poczu³ to, ale nic nie powiedzia³.
Eddie zamar³. Nie odepchn±³ jej lecz ¶cisn±³ mocno jej rêkê. Ale za moment zda³ sobie sprawê co robi, wiêc odskoczy³ na bok jak oparzony.
-Nie odchod¼. – Znowu us³ysza³ jej szept.
-Nic ci nie grozi. Czego siê boisz? – Westchn±³.
-A gdybym powiedzia³a, ¿e samej siebie, uwierzy³by¶? – Zapad³a cisza. – Jeste¶ moim anio³em stró¿em, wiesz?
I ju¿ wiêcej nic nie powiedzia³a. Zasnê³a. On natomiast usiad³ na fotelu, który sta³ obok ³ó¿ka.
„Kolejna potê¿na przeciwno¶æ losu” – pomy¶la³ Ed. Zrezygnowany, zamkn±³ oczy, ale co¶ nie dawa³o mu spokoju. Dobrze, s± rodzeñstwem, trudno. Sam by³ przera¿ony, ¿e tak my¶li.
Jedyna my¶l wydaj±ca mu siê najbardziej prawid³owa w tej chwili, by³a jedna. Taka, która mia³a dotyczyæ stylu jego przysz³ego ¿ycia. ¯ycia bez Kate. ¯ycia z Bogiem.
Copyright © Katarzyna Greber
X Rozdzia³ :)
-Hej Eddie – Powiedzia³a z u¶miechem Kate, gdy ujrza³a go w drzwiach. Rzuci³a mu siê na szyjê i przytuli³a siê do niego, tak jakby nie widzia³a go parê lat. Ed wtuli³ g³owê w jej w³osy ale na twarzy mia³ wymalowane cierpienie. Zaci¶niête usta i pó³przymkniête oczy, gdy uwalniali siê z u¶cisku nie usz³y uwadze Kate.
-Hej ma³a. – Odpar³ zaspanym g³osem i spojrza³ na ni± uwodzicielsko, a¿ jej dech zapar³o w piersiach. Katherine nie da³a siê jednak zwie¶æ. Wiedzia³a, ¿e co¶ jest nie tak. Najgorsze by³o to, ¿e nie wiedzia³a o co chodzi. – Wejd¼ – odpar³ po chwili i zaprowadzi³ j± do swojego pokoju.
-O mój.. – Kate spostrzeg³a na ¶cianach dziesi±tki obrazów, obrazków, szkiców. To normalne w pracowni malarza, pomy¶la³a. Lecz nienormalne by³o to, ¿e obrazy przedstawia³y j±. Na jednym siê ¶mia³a, na drugim patrzy³a gdzie¶ w dal, na trzecim pokazywa³a palcem na przepiêkny zachód s³oñca, na czwartym wyci±ga³a do kogo¶ rêkê z ciep³ym u¶miechem. Nie wiedzia³a co to mia³o wszystko znaczyæ. Mia³a tyle w±tpliwo¶ci, co do jego uczuæ, a teraz by³a ju¿ niemal pewna. Ale nie dawa³o jej spokoju dziwne zachowanie Eda. To wygl±da³o tak, ¿e bardzo jej pragn±³, ale z nieznanych jej powodów po prostu nie móg³.
-Piêkne co? – G³os Eddiego wyrwa³ j± z wszelkich rozmy¶lañ. Wróci³a do rzeczywisto¶ci.
-Tak, bardzo. I to robi³e¶ przez te dwa dni?
-W wiêkszo¶ci tak. – Nie móg³ jej powiedzieæ, ¿e po³owê czasu zabra³y mu koszmary i dziwne my¶li nie pozwalaj±ce im byæ razem. Nie móg³ jej skrzywdziæ. Widzia³ w jej oczach, ¿e ona go pokocha, tak jak on kocha³ j±. Tyle, ¿e ona nie mia³a ¿adnych w±tpliwo¶ci.
-Mog³e¶ zadzwoniæ – spu¶ci³a g³owê w dó³. – Martwi³am siê o ciebie.
-Niepotrzebnie – zbli¿y³ siê do niej i przejecha³ wierzchem d³oni po jej przedramieniu. Nie patrzyli sobie w oczy. On spogl±da³ na jej rêkê i czeka³ jak siê zachowa, ona natomiast wpatrywa³a siê w jego d³oñ jak wêdruje po jej rêce. Przechodzi³ j± dreszcz, kiedy jej tak dotyka³. Musia³ to zauwa¿yæ, bo spojrza³ jej w oczy. Lecz jego twarz nie zawiera³a u¶miechu, tak jak zwykle. Mia³ lekko rozchylone usta i wygl±da³ tak jakby od dawna nic nie pi³. Prze³kn±³ g³o¶no ¶linê. Napiêcie pomiêdzy nimi ros³o nieub³agalnie. Oboje czuli t± dziwn± atmosferê, jaka siê stworzy³a. Nie wygl±dali teraz jak przyjaciele, tylko jak ludzie, pomiêdzy którymi jest silna chemia.
Teraz ona zbli¿y³a siê do niego, ca³y czas wpatruj±c siê w ciemnoniebieski ocean wymalowany w jego oczach. On natomiast p³ywa³ po rozpuszczonej czekoladzie w jej oczach. Tak bardzo chcia³ jej spróbowaæ, jak smakuje, jak to jest. Jego twarz znajdowa³a siê w odleg³o¶ci 2-3 cm od jej. Kate czu³a na swoim policzku ciep³y oddech Eda. Poczu³a jak k³adzie jej d³onie na biodrach i lekko przysuwa j± coraz bli¿ej siebie. Ona za¶ po³o¿y³a swoje d³onie na jego umiê¶nionych ramionach i zamknê³a oczy, czekaj±c na to cudowne wydarzenie, które za chwilê mia³o mieæ miejsce. Eddie opuszkami palców bada³ jej twarz, kawa³ek po kawa³ku, a¿ doszed³ do jej warg. Kate znowu przeszed³ dreszcz, ale tym razem o wiele silniejszy. Ed poczu³ to na jej skórze, ucieszy³ siê, ¿e tak na ni± dzia³a. Tak bardzo teraz pragn±³ przywrzeæ ustami do jej ust. Tak bardzo chcia³ j± trzymaæ w ramionach przez ca³y czas.
Przecie¿ nikogo nie by³o w domu, mogli tak naprawdê robiæ co chcieli. Ed mia³ tak± ochotê na to, aby zedrzeæ z Kate ubranie i rzuciæ j± na jego ³ó¿ko. W ¶rodku mu siê pali³o, po¿±da³ jej tak, jak nikogo nigdy dot±d. Ona musia³a byæ jego, nie widzia³ innej opcji. Byli dla siebie stworzeni. Dzisiejsze wydarzenie jeszcze bardziej to ukaza³o.
-Ed!! Jeste¶ u siebie? – Oboje us³yszeli krzyk Mag Adams. Piêkna chwila odp³ynê³a w zapomnienie. Odskoczyli od siebie jak oparzeni. Kate beztrosko usiad³a na krze¶le przy biurku i za³o¿y³a nogê na nogê, jak gdyby nigdy nic.
-Tak, mamo. – Powiedzia³ w stronê drzwi i wyszed³. Dopiero teraz Kate zauwa¿y³a jaki Ed by³ seksowny. Wcze¶niej nie zwraca³a na to uwagi, gdy¿ liczy³ siê dla niej tylko i wy³±cznie jego charakter. Mia³ na sobie bia³± podkoszulkê wspaniale opinaj±c± wyrze¼bione miê¶nie ramion i brzucha. Ed nie by³ napakowanym osi³kiem, by³ po prostu dobrze zbudowany. Kate siê rozmarzy³a i zapomnia³a, ¿e mia³a dzisiaj byæ wcze¶niej w domu. Zerwa³a siê i rzuci³a w stronê drzwi. W tym samym momencie, wesz³a do pokoju Mag.
-Och. Witaj, Kate. Dawno Ciê nie widzia³am. – U¶miechnê³a siê do niej promiennie.
-Dzieñ dobry Maggie.
-Wychodzisz ju¿?
-Tak. Wpad³am tylko na chwilê. – Kate skierowa³a swój wzrok na Eda.
-Och. My¶la³am, ¿e zostaniesz na obiedzie.. – Rzek³a zrezygnowana Maggie.
-Nie tym razem. Wiesz jaka jest mama, nie podarowa³aby mi, ¿e nie zjad³am jej go³±bków.
-Ha ha ha. Tak Steph i jej go³±bki s± wspania³e. Podkradniesz mamie przepis?
-Jak tylko uda mi siê wej¶æ do kuchni. – U¶miechnê³a siê Kate. Nie by³ to szczery u¶miech jak zawsze. By³ on wymuszony. Nie chcia³a st±d wychodziæ. Chcia³a wróciæ do pokoju i skoñczyæ z Eddim to co zaczêli. Tak bardzo tego pragnê³a. On na pewno te¿. – Dobrze to do zobaczenia. – Odwróci³a siê w kierunku Eda i zrezygnowana wymusi³a u¶miech na swojej twarzy. U¶miech, który on lubi³ najbardziej.
-Do widzenia, Kate. – Maggie zamknê³a drzwi i zwróci³a siê w stronê Eda.
-Co? – Rzuci³ Ed po d³u¿szym milczeniu matki.
-Jak to co? Do czego pomiêdzy wami dosz³o?!
-Problem w tym, ¿e do niczego. Dlaczego krzyczysz?
-Och, Eddie. Gdyby to by³o takie proste. – Mag spu¶ci³a ramiona i pod±¿y³a do kuchni. Ed ruszy³ za ni±.
-Mamo. Powiedz mi co siê dzieje. Dlaczego z ojcem jeste¶cie tacy zmartwieni?
-Usi±d¼ Eddie. – Poczeka³a, a¿ jej syn pos³usznie usi±dzie. – Wiesz dobrze, ¿e oboje z ojcem chcemy dla ciebie jak najlepiej. Nie. – Podnios³a palec do góry. – Nie przerywaj mi. Powiedz mi, czy ty i Kate, czy wy..
-Jeste¶my ze sob±?
-Tak. Czy do czego¶ pomiêdzy wami dosz³o?
-Nie. Mamo o co ci chodzi? Nie lubisz Kate, czy jak? Przecie¿ wiesz, ¿e jestem w niej zakochany na zabój.
-Tak Ed, wiem. I to jest w³a¶nie najgorsze.
-Ale co jest najgorsze? Powiesz mi wreszcie o co chodzi?
-Otó¿, dwadzie¶cia lat temu, wtedy kiedy jeszcze Ciê nie by³o na ¶wiecie, mieli¶my z ojcem ma³y kryzys. Ja mia³am romans z moim szefem i dosz³o miêdzy nami do czego¶ wiêcej. Po tym zdarzeniu zrozumia³am swój b³±d i wróci³am do Jacka. On przyj±³ mnie z otwartymi ramionami. Matt by³ bardzo ma³y, a Jack nie potrafi³ sobie z nim poradziæ. Po krótkim czasie wybaczy³ mi.
-No ale co to ma wspólnego ze mn±?
-Ed, ja by³am z tym facetem w ci±¿y.
-O mój Bo¿e. Czyli Jack nie jest moim biologicznym ojcem tak?
-Tak, przykro mi Ed. Nie chcia³am Ci tego mówiæ, bo uzna³am, ¿e tak bêdzie najlepiej, ale ze wzglêdu na powsta³e okoliczno¶ci..
-Jakie okoliczno¶ci?
-Bo widzisz, ja ostatnio spotka³am twojego ojca.
-On nie jest moim ojcem, nie wychowywa³ mnie.
-Z pewno¶ci± by to zrobi³, gdyby wiedzia³ o twoim istnieniu. On w krótkim czasie wyprowadzi³ siê z Kalifornii, bo jego Ojciec zleci³ mu kierownictwo nad fili± firmy w Anglii.
-Chcesz powiedzieæ, ¿e..
-Eddie. – Podesz³a do syna i po³o¿y³a rêkê na jego ramieniu. Tak bardzo nie chcia³a go raniæ. Ale musia³a to zrobiæ. Dla jego dobra. – Chris White jest twoim ojcem.
Copyright © Katarzyna Greber
poniedzia³ek, 19 pa¼dziernika 2009
IX Rozdzia³ ;)
Mija³y kolejne dni, a ich znajomo¶æ kwit³a. Za ka¿dym razem, kiedy siê spotykali, poznawali siê co raz lepiej. Ich ulubionym punktem dnia by³ spacer po parku naprzeciwko Ko¶cio³a ¦w. Marii.
-Robi siê zimno. – Szepnê³a Kate i zaczê³a pocieraæ ramiona, aby siê rozgrzaæ. Nie usz³o to uwadze Eda, który szybkim ruchem zdj±³ z siebie kurtkê i po³o¿y³ j± delikatnie na jej ramionach. Usta³a na chwilê, co spowodowa³o, ¿e on równie¿ siê zatrzyma³.
niedziela, 18 pa¼dziernika 2009
VIII Rozdzia³. :)
- Ale to musisz zapytaæ o to nasz± specjalistkê. – Us³ysza³a g³os ksiêdza Harrego.
-Specjalistkê? – Rozbrzmia³ anielski g³os. Wypowiadaj±c te s³owa bardzo wolno, Ed wpatrywa³ siê w Kate, tak jak by zobaczy³ ducha. Przy tym jego oczy nabra³y charakterystycznego blasku, a na ustach pojawi³ siê przepiêkny u¶miech.
Kate nie mog³a oderwaæ od niego wzroku. Po raz drugi w ¿yciu mia³a szansê zag³êbiæ siê w te tajemnicze oczy koloru oceanu. W jego oczach mog³aby p³ywaæ do koñca ¿ycia. Patrz±c na jego roze¶miane usta, obdarzy³a go tym samym czaruj±cym i uwodzicielskim u¶miechem co wtedy.
sobota, 17 pa¼dziernika 2009
VII Rozdzia³ :)
Kate z dnia na dzieñ traci³a nadziejê, ¿e los postawi na jej drodze tajemniczego m³odzieñca z przystanku. Przez g³owê przesz³a jej my¶l, ¿e zapozna siê z Eddim – synem nowych s±siadów. Mo¿e rzeczywi¶cie jest taki czaruj±cy, jak opisywa³a go Stephenie? Có¿ warto spróbowaæ.
Przecie¿ mia³a ju¿ 19 lat. Postanowi³a, ¿e nadszed³ czas wzi±æ siê za siebie. Wyobra¿a³a sobie, ¿e w bia³ej sukni idzie do o³tarza, a tam czeka na ni± jej ukochany. Niedawno na jego miejscu stawia³a tajemniczego ch³opaka. Sama nie wiedzia³a, dlaczego wywo³a³ w niej takie emocje.
VI Rozdzia³ ;)
-Christopher White? Kochanie, czy ty na g³owê upad³a¶? – Robi³ wyrzuty ¿onie, Jack, kiedy mu powiedzia³a o zaproszeniu.
-Tak. Jack, to by³o 20 lat temu. Ju¿ to przebola³am. On nawet nie wie, ¿e Ed jest jego synem, wiêc w czym problem?
-W tym, ¿e przez przypadek i Ed, i Chris mo¿e siê o tym dowiedzieæ. Po co dolewaæ oliwy do ognia?
-Mo¿e masz i racjê. Ale to nie³adnie tak odrzucaæ zaproszenie s±siadów, zw³aszcza, ze wszyscy siê tu znaj±, a my jeste¶my nowi. Nie zapominaj o tym.
-Dobrze, w takim razie we¼ Eda i id¼. Ja nie mam ochoty na to patrzeæ.
-Jack.. Nie rozumiem o co ci chodzi! Masz do mnie ¿al, o to co sta³o siê dwadzie¶cia lat temu? Powiedz mi to w koñcu. Zawsze mówisz, ¿eby do tego nie wracaæ. Ale jak widzisz, nie da siê. Niestety ten rozdzia³ naszego ¿ycia nie zosta³ zamkniêty. Ani my¶lê informowaæ o tym Eddiego, ani Chrisa. Bo to ty by³e¶ jego ojcem przez 19 lat i nim pozostaniesz.
-Mag.. Naprawdê, nie zmuszaj mnie, abym musia³ tam i¶æ. I tak nie bêdzie to pierwszy raz. Nastêpnym razem pójdê. Obiecujê. Ale teraz. Nie. Teraz nie jestem jeszcze na to gotowy.
-Rozumiem. – Szepnê³a Maggie z czu³o¶ci±.
Kate z entuzjazmem przyjê³a wiadomo¶æ, ¿e dzisiaj pozna w koñcu swoich nowych s±siadów. Niestety najpierw bêdzie musia³a przepracowaæ kilka godzin.
Wiedzia³a, ¿e kiedy wróci, oni ju¿ tu bêd±, dlatego chcia³a od razu ubraæ siê odpowiednio. Wybra³a zwiewn±, letni± sukienkê koloru oceanu. Patrz±c na ten kolor, przypomnia³a sobie oczy tajemniczego ch³opaka.
Ed nie da³ za wygran±. Przecie¿ postanowi³, ¿e bêdzie szuka³ jej do skutku. Post±pi³ tak samo jak wczoraj lecz dzisiaj zdecydowa³ siê na krótki spacer po okolicy. Mo¿e po prostu ona pracuje teraz na innej ulicy? Poniek±d mia³ racjê, ale nie wiedzia³, ¿e dzisiaj bêdzie mu dane j± ujrzeæ.
Ona te¿ o tym nie wiedzia³a. Jak¿e bêd± rozczarowani kiedy spojrz± na siebie. Mieszkaj± w tym samym bloku od paru tygodni i jeszcze nie dane im by³o siê min±æ ze sob±. Wszystko t³umaczy³ fakt, ¿e Kate wychodzi³a rano, a on budzi³ siê godzinê po jej wyj¶ciu.
Zrozpaczony Eddie wróci³ do domu i zacz±³ malowaæ. Dawno tego nie robi³, dlatego pozwoli³ rêce, aby sama chodzi³a po p³ótnie. Na razie tylko szkicowa³, gdy¿ nie wyj±³ jeszcze farb i pêdzli. Pod rêk± mia³ jedynie miêkkie o³ówki i gumkê. Po pewnym czasie zorientowa³ siê, ¿e owy szkic to twarz piêknej nieznajomej. Nie by³o siê czemu dziwiæ, skoro ona ca³y czas zaprz±ta³a mu wszystkie inne my¶li. Nie potrafi³ siê skupiæ na czym¶ innym oprócz niej.
Czym prêdzej wyj±³ z baga¿y farby i inne przybory. Musia³ nadaæ kolorów tej twarzy. Najpierw barwy nabra³y oczy. Jej oczy by³y niemal czekoladowe. Jej spojrzenie porówna³ do skosztowania najlepszej na ¶wiecie czekolady. Potem usta. Idealna faktura. I idealne rysy. Nie by³y czerwone, ani malinowe, ale tak dziwnie bladoró¿owe. Do tego z³ocista opalenizna i nieskazitelnie czysta cera. Po godzinie obraz by³ gotowy. Poszuka³ gwo¼dzi, zdj±³ swoje dzie³o ze sztalugi i powiesi³ na ¶cianie, naprzeciwko okna. Stwierdzi³, ¿e w naturalnym ¶wietle wygl±da najlepiej.
Wracaj±c do domu, Kate musia³a wst±piæ do sklepu, aby zrobiæ drobne zakupy. Pech chcia³, ¿e w ca³ym mie¶cie wysiad³ pr±d. Ona i klienci owego marketu nie mogli siê z niego wydostaæ.
-No piêknie. Pech to pech. – Powiedzia³a sama do siebie.
Us³ysza³a d¼wiêk komórki.
-Halo?
-Kate?! Kate?! Gdzie jeste¶? – Krzycza³a do s³uchawki Stephenie.
-Mamo, spokojnie. Utknê³am w sklepie. Nie wiem kiedy bêdê. Prawdopodobnie jak w³±cz± pr±d.
-Powiem ojcu, ¿eby po ciebie przyjecha³, dobrze?
-OK, jestem w supermarkecie naprzeciwko ratusza.
-Trzymaj siê skarbie.
-Dobrze siê bawicie?
-O tak. Maggie to bardzo urocza kobieta. Równie urocza co jej syn. Kochanie koniecznie musisz go poznaæ. On to nie to samo co Blake Smith. Jest taki mêski, ale na swój sposób delikatny i wra¿liwy. Ma duszê artysty, maluje. Kate?
-Tak?
-Czy ty mnie s³uchasz?
-Tak mamo jak najbardziej. Muszê koñczyæ, chyba w³a¶nie otwieraj± drzwi. D³ugo jeszcze mam czekaæ na tatê?
-Nie. Bêdzie za 10 minut. Jest naprzeciwko ratusza, Chris – zwróci³a siê do mê¿a.
-OK, poczekam na niego. A ty w tym czasie zabawiaj go¶ci.
-Dobrze, dobrze.
Roz³±czy³a siê. Za chwilê pod supermarket zajecha³o czarne volvo. Kate szybko wsiad³a do samochodu ojca i pojechali do domu.
***
-Naprawdê musicie ju¿ i¶æ? – ¯ali³a siê Steph.
-Tak, za d³ugo siedzimy wam na g³owie. Nastêpnym razem, to wy nas odwied¼cie.
-Nie ma sprawy. Szkoda tylko, ¿e nie poznali¶cie Kate. – Stwierdzi³a Steph z wyra¼nym smutkiem w g³osie.
-Och, jeszcze bêdzie okazja. – Maggie kierowa³a siê do wyj¶cia.
-Mam nadziejê. – U¶miechnê³a siê Stephenie na po¿egnanie.
-Do zobaczenia, Stephenie. – Mag u¶cisnê³a d³oñ ¿ony Chrisa.
-Do widzenia, Maggie. – Pani White skierowa³a wzrok na Eddiego. – Mi³o by³o mi ciê poznaæ Ed. – Wyci±gnê³a rêkê ku niemu, a on j± uca³owa³, jak na d¿entelmena z po³udnia przysta³o.
-Ach ci po³udniowcy. – Westchnê³a z u¶miechem Steph.
Po piêciu minutach wyj¶cia s±siadów, do domu przyjechali Chris z Kate.
-Gdzie ¿e¶cie siê podziewali? – Spyta³a z wyrzutem, Stephenie.
-Korki – odrzek³ krótko Christopher.
-A gdzie wasi go¶cie, mamo?
-Och, poszli ju¿. Nie mogli ju¿ d³u¿ej na was czekaæ. ¯a³uj Kate, ¿e ich nie pozna³a¶. Bardzo mili ludzie. Nie mia³am okazji tylko poznaæ Jacka.
-Co¶ mu wypad³o w pracy. – Odpar³ Chris, tak jakby chcia³ go usprawiedliwiæ. - Kate? Jak sobie radzisz z tymi ulotkami?
-Ca³kiem, ca³kiem.
Katherine zaszy³a siê w pokoju, na³o¿y³a s³uchawki na uszy i zaczê³a czytaæ ksi±¿kê. To by³a dla niej najlepsza rozrywka i chwila relaksu.
V Rozdzia³ :)
Ed w nocy przewraca³ siê z boku na bok. Nie móg³ zasn±æ. T³umaczy³ sobie, ¿e to przez nowe miejsce. Ale sam nie chcia³ w to wierzyæ. Ca³y czas o niej rozmy¶la³.
-Wiem! – Krzykn±³ po chwili namys³u. – Po prostu do niej podejdê i wezmê ulotkê. – Wyszczerzy³ zêby w u¶miechu.
Ale co potem? Jako¶ pójdzie. Ca³y czas zastanawia³ siê, czy on wywo³a³ u niej to samo, co ona u niego. Ale tak w³a¶ciwie co ona u niego wywo³a³a? Obudzi³a w nim uczucie, którego nigdy dot±d nie dozna³. I za to by³ jej wdziêczny. Co raz, kiedy stawia³ sobie przed oczami jej piêkn± twarz, odczuwa³ co¶ niesamowitego. Motylki?
Nie by³ pewien jak one wygl±daj±, bo nigdy jeszcze nie mia³ okazji ich poczuæ.
pi±tek, 16 pa¼dziernika 2009
IV Rozdzia³: I czê¶æ ;))
Kate znakomicie sprawdza³a siê w swojej pracy dorywczej. Jej wygl±d przyci±ga³ wzrok przechodniów, a jej ¶liczny u¶miech poprawia³ humor potencjalnym klientom banków, których oferty proponowa³a. Ka¿demu, kto j± mija³, wrêcza³a kolorow± ulotkê mówi±c: „Proszê.”
Ed Adams w³a¶nie wychodzi³ z autobusu, gdy zauwa¿y³ nieziemsk± piêkno¶æ rozdaj±c± ulotki.
IV Rozdzia³:II czê¶æ :)
Kate wraca³a z u¶miechem do domu. Nawet deszcz nie popsu³ jej humoru. Kiedy wesz³a do domu by³a ca³a mokra i ¶mia³a siê w najlepsze.
-Co¶ siê sta³o Katie?
-Nic mamo.
-Oj. Nie s±dzê. Chod¼ na obiad, nale¶niki robiê.
-OK. A wiêc..
-Spotka³a¶ siê z Blakiem? Nic nie mów! Nie masz pojêcia jak siê cieszê. On jest taki czu³y, a jaki mi³y. Nie wyobra¿asz sobie co on dzisiaj zrobi³! Jak wraca³am ze sklepu to..
-Mamo! Nawet nie pozwoli³a¶ mi dokoñczyæ!
-Przepraszam – powiedzia³a ze smutkiem, przewracaj±c jednocze¶nie jeden z placków na patelni. – To teraz opowiedz co ci siê dzi¶ przytrafi³o.
-A wiêc wykonywa³am swoja pracê i nagle zauwa¿y³am niezwyk³ego ch³opaka wysiadaj±cego z autobusu.
-Przystojny? – Wtr±ci³a matka.
-Nieziemsko – rozmarzy³a siê Kate. – A wiêc patrzy³am siê ca³y czas na niego. Potem on spojrza³ na mnie. Bo¿e, ma takie cudne oczy. B³êkitne, nie. Takie jak ocean. Co¶ w stylu taty, tylko ¿e ciemniejsze. U¶miechnê³am siê do niego, naj³adniej jak potrafiê, a on odwzajemni³ u¶miech. Ods³oni³ przy tym swoje ¶liczne bia³e zêby. I w³a¶nie wtedy.. Poczu³am co¶ takiego, takiego nieznanego. Tak jak uk³ucie i ³askotanie jednocze¶nie. Mamo, to ten.
-Co?
-To on, to jego szukam. Czu³am to. I czujê teraz.
-Hm... Nie wiem co ci poradziæ Kate. Z jednej strony siê cieszê, ¿e kto¶ ci siê podoba i ¿e mówisz o nim z tak± fascynacj±. Z drugiej za¶ martwi mnie to, ze go nie znasz i ¿e mo¿esz ju¿ go nigdy nie spotkaæ.
-O to siê nie martw. Ju¿ postanowi³am. Po prostu poczekam. Je¶li jeszcze raz go zobaczê, to znaczy, ¿e to przeznaczenie.
-Kate, wierzysz w takie rzeczy?
-Tak mamo. – Odpar³a bardzo powa¿nie. Steph przygarnê³a Katie ramieniem i przytuli³a mocno.
-¯yczê ci szczê¶cia, skarbie.
-Nie dziêkujê. – U¶miechnê³a siê do matki.
-Je¶li u¶miechnê³a¶ siê do niego w ten sposób, to jestem pewna, ¿e ju¿ ciê szuka.
-Nie mów g³upstw.
-Kate, czy ty naprawdê s±dzisz, ¿e nie jeste¶ atrakcyjna?
U¶miechnê³a siê zawadiacko.
-Nie. Teraz ju¿ nie.
Copyright (C) Katarzyna Greber
¶roda, 14 pa¼dziernika 2009
III Rozdzia³ :)
Maggie w³a¶nie skoñczy³a rozliczaæ siê z kierowc± z firmy przewozowej, gdy Jack z Eddim w³a¶nie rozgaszczali siê po nowym mieszkaniu. Z trudem wesz³a do klatki, wziê³a g³êboki oddech i pod±¿y³a na drugie piêtro.
Lokal by³ ma³y, ale przytulny. Mag od razu zaczê³a obmy¶laæ na jakie kolory pomaluje ¶ciany. Pierwsz± rzecz± jak± wypakowali jej mê¿czy¼ni by³ plazmowy telewizor.
-Ach, ch³opcy, ch³opcy – westchnê³a Mag z opiekuñczo¶ci± w g³osie.
-No co mamo? Za chwilê pierwszy mecz sezonu! Nawet nie wiesz ile to dla nas – tu wskaza³ z dum± na siebie i na ojca – zagorza³ych fanów pi³ki no¿nej znaczy.
-Dobrze, dobrze. Mo¿e pójdê do sklepu i kupiê wam chipsy i piwo?
-O tak. Skocz skarbie. – Rzuci³ Jack z obojêtno¶ci±, majstruj±c jednocze¶nie z kablami od TV.
-No tak, i co jeszcze? Ja jestem zmêczona moi drodzy. Ustawcie mi kanapê, o tam. – Wskaza³a na ¶cianê w salonie naprzeciwko okna. – To wspania³y widok. Mog³abym na niego patrzeæ codziennie. – Szepta³a, patrz±c na ko¶ció³ i przepiêkny, zadbany park wokó³ niego.
-O w³a¶nie mamo. Jutro jest niedziela. Mo¿e by¶my poszli do..
-Ko¶cio³a? – Dopowiedzia³a Mag. – Owszem Eddie, pójdziemy. Muszê zobaczyæ pobliskie sanktuarium. Koniecznie. Wypakujcie swoje garnitury na jutro.
-Gdzie siê wybierasz? – Spyta³ niespokojnie Jack. – A jednak kupisz nam to piwko? – Powiedzia³ z rado¶ci± jak ma³e dziecko.
-Nie… – Roze¶mia³a siê jego ma³¿onka. – Przecie¿ muszê kupiæ sobie jak±¶ kreacjê na jutro. A przy okazji poznam miasto.
Jack nie zd±¿y³ ju¿ zaprotestowaæ, poniewa¿ Mag zamknê³a czym prêdzej drzwi. Gdy wysz³a nie by³o ju¿ jej do ¶miechu. Bowiem naprzeciw niej sta³ nie kto inny jak Christopher White. Na jego widok a¿ zapar³o jej dech w piersiach. Nic siê nie zmieni³. By³ jak dawny Chris sprzed 20 lat. Jedynie lekkie ma¼niêcia siwego koloru na ciemnobr±zowych, mo¿na rzec – czekoladowych w³osach dawa³y oznaki up³ywu czasu.
-Mag? Mag Adams? – Pyta³ z niedowierzaniem Chris, tak jakby zobaczy³ ducha.
-Chris? Chris White? – Spyta³a z sarkazmem Maggie.
-Co ty tu robisz u licha? – I porwa³ j± w objêcia. – Bo¿e, Mag ile to lat? Dwadzie¶cia? Kurczê, tyle czasu. Co teraz robisz? Masz tu rodzinê? Jeste¶ przejazdem? Wiem, wiem przyjecha³a¶ mnie odwiedziæ tak? – Stara³ siê byæ zabawny.
-Chris.. Chris.. Ja tu mieszkam.
-Tu? Jak to? Gdzie?
-No tu. – Wskaza³a palcem na drzwi.
-Niemo¿liwe. Nie to niemo¿liwe. – Przeczy³ sam sobie.
-Mo¿liwe, mo¿liwe. A teraz nie gadaj tyle tylko oprowad¼ mnie po tym cudnym mie¶cie. Wziê³a go za ramiê i poprowadzi³a w kierunku wyj¶cia.
-A z przyjemno¶ci±. – Odpar³ jak prawdziwy d¿entelmen.
-Pracujesz w tej samej bran¿y? – Spyta³a od niechcenia Maggie. Wola³a poruszyæ neutralny temat. Oby tylko nie wracaæ do bolesnych wspomnieñ. Na sam± my¶l, co wtedy prze¿ywa³a, przeszed³ j± dreszcz.
-Tak, tak. Widzisz, mam tu swoj± ma³± firmê, ale dobrze prosperuj±c±. O w³a¶nie, mo¿e szukasz pracy, Maggie?
-Hm… Ponów ofertê za jaki¶ tydzieñ, albo dwa. Muszê doprowadziæ przeprowadzkê do koñca.
-Nie ma sprawy.
I ruszyli w stronê centrum miasta. Po drodze minêli ko¶ció³ i niewielki cmentarz. Mag podziwia³a piêkno natury i by³a pe³na zachwytu, widz±c tyle zieleni, i to tak zadbanej.
Có¿, mia³a s³abo¶æ do matki natury.
***
-Dziêki, Chris. Wasze, uhm to znaczy nasze miasto jest naprawdê piêkne. – Podziêkowa³a Mag.
-Przynajmniej wiesz teraz gdzie rano chodziæ po bu³ki.
-O tak.
-Naprawdê. Wszyscy je wychwalaj±. S± autentycznie bardzo smaczne.
-OK. Wierzê ci. Trzymaj siê. – Uca³owa³a go lekko w policzek i wesz³a do siebie. Opar³a siê o drzwi.
-Uh. Czy ja ¶niê?
Christopher czym prêdzej popêdzi³ na górê. Steph przywita³a go mocnym ca³usem, ale po chwili zauwa¿y³a, ¿e co¶ jest nie tak.
-Co¶ siê sta³o kochanie? – Spyta³a, jak zwykle przewra¿liwiona.
-Cze¶æ! – Krzyknê³a Kate, trzaskaj±c drzwiami wej¶ciowymi. Przed chwil± wróci³a z pracy. To by³ jej pierwszy dzieñ. Niezwykle udany, stwierdzi³a po g³êbszym namy¶le.
-Hej, skarbie! – Odpowiedzia³a jej Stephenie, przy okazji zagl±daj±c, czy córka wesz³a ju¿ do swojego pokoju.
-Pamiêtasz tê..
-Cii.. Kate..
-Nie musicie szeptaæ, mamo. Idê do siebie. Mo¿ecie spokojnie rozmawiaæ – odpowiedzia³a Katherine z mi³ym u¶miechem.
-A wiêc.. O co chodzi? – Steph nie da³a za wygran±.
-A wiêc.. Pamiêtasz tê Maggie z dzia³u ksiêgowo¶ci?
-Maggie, Maggie.. – Stephenie szuka³a w pamiêci mi³ej ksiêgowej, ale jako¶ nie mog³a sobie przypomnieæ o kogo chodzi. – Nie, a powinnam pamiêtaæ?
-Nie. Wtedy jeszcze chyba siê nie znali¶my. W³a¶nie wtedy obj±³em stanowisko prezesa po ojcu. I w dziale ksiêgowo¶ci pracowa³a Mag Adams. Mê¿atka, bardzo piêkna kobieta. – ¯ona spojrza³a na niego znacz±co. – Oczywi¶cie nie tak piêkna, jak ty. – Na twarzy pani White zawita³ triumfalny u¶miech. – A wiêc ona i ja trochê flirtowali¶my i spêdzili¶my niesamowite dwa tygodnie wtedy w Kalifornii…
-Bo¿e Chris! Przecie¿ ona mia³a mê¿a!
-I dziecko..
-Matko Boska! Czy¶ ty na g³owê upad³? Mieæ romans z ¿on± i matk±? Niez³e z ciebie zió³ko. Dlaczego ja o tym nic nie wiedzia³am?
-Bo widzisz. Wola³em do tego nie wracaæ. Rozstali¶my siê po wspólnie spêdzonej nocy. Steph, ja co¶ do niej czu³em, ale ona nazajutrz zostawi³a mnie i powiedzia³a, ¿e wraca do mê¿a. ¯e to by³ b³±d. Potem siê nie zobaczyli¶my. Ojciec postanowi³ przenie¶æ mnie do filii w Alabamie i pozna³em ciebie. Od tej chwili ju¿ o niej nie my¶la³em, a¿ do dzi¶..
-Jak to?
-Okaza³o siê, ¿e pani Adams mieszka piêtro ni¿ej. – Nie patrzy³ na Steph. Patrzy³ gdzie¶ za ni±, na piêkny widok ko¶cio³a wieczorem. By³ pomys³owo o¶wietlony. Cudnie wygl±da³ noc±. – Pamiêtasz te mieszkanie co remontowali? – Steph kiwnê³a g³ow±. – To w³a¶nie tam siê dzisiaj wprowadzili.
-Wprowadzili? Czyli kto dok³adnie?
-Ona, jej m±¿-Jack i Ed, ich m³odszy syn.
-Hm.. – Chris patrzy³ jak jego ¿ona pod±¿a do kuchni, pakuje ciasto w foliê i zaczyna zak³adaæ buty.
-A ty gdzie siê wybierasz?
-Powitaæ nowych s±siadów. – Odpar³a z u¶miechem.
-Skarbie, daj im siê rozpakowaæ i odpocz±æ. Jest godzina 21. To nie czas na takie wizyty. Jutro zd±¿ysz ich poznaæ.
-No dobrze – pos³usznie zaczê³a zdejmowaæ buty.
-A ciasto przyda siê nam. – Spojrza³ na ni± kusz±co i wskaza³ wzrokiem na drzwi sypialni.
-Och, a co jutro im zaniesiemy?
-Znaj±c ciebie, upieczesz co¶ specjalnego. – Nic mu nie odpowiedzia³a tylko spokojnym krokiem pod±¿y³a do ich pokoju. Chris równie spokojnym krokiem pod±¿y³ za ni±. W g³owie obmy¶la³ plan. Plan gry wstêpnej oczywi¶cie.
Copyright (C) Katarzyna Greber
II Rozdzia³ ;D
-Ed! Znie¶ te du¿e pud³o z pokoju Matta! - Krzycza³a Mag z parteru do syna, znajduj±cego siê na piêtrze.
-Ale tu s± trzy du¿e pud³a, mamo!
-To bierz po kolei wszystkie! - Wrzasnê³a ze zmêczeniem w oczach. Nie tylko jej mêcz±ca przeprowadzka dawa³a siê we znaki. Podkr±¿one oczy i czêsty objaw ziewania udziela³ siê mê¿owi – Jackowi i dwóm synom.
-To ju¿ chyba wszystko, proszê pani. – Odpowiedzia³ facet z firmy przewozowej pomagaj±cej w przeprowadzkach. – Mo¿emy jechaæ.
-Niech pan jeszcze chwilê poczeka. – Odpowiedzia³a Maggie, patrz±c na bia³o pomalowany dwupiêtrowy domek z niebieskimi okiennicami pomalowanymi 25 lat temu. Czu³a sentyment do tego miejsca. To w³a¶nie w tym domu przysz³a na ¶wiat dwójka ch³opców, którzy teraz – ju¿ doro¶li byli najwiêkszymi skarbami jej ¿ycia. I w jedn± chwilê trzeba by³o to wszystko rzuciæ, bo m±¿ dosta³ kierownictwo w filii firmy mieszcz±cej siê na drugim koñcu Atlantyku. Kocha³a dom w s³onecznej Kalifornii. Ukrywa³a to g³êboko, ale Ed – m³odszy syn doskonale wiedzia³ co w obecnej chwili odczuwa jego matka.
-Mamo.. Musimy ju¿ jechaæ.- Mag wiedzia³a, ¿e przed Eddim nie musi siê ukrywaæ, dlatego wtuli³a twarz w jego umiê¶nione ramiê i siê rozp³aka³a. – Mamo, spokojnie. Przecie¿ kiedy¶ mo¿e tu wrócimy. – Czu³ym gestem g³aska³ matkê po w³osach. On równie¿ nie wykazywa³ entuzjazmu przeprowadzk±, ale stara³ siê znale¼æ w niej dobre strony. Nowe horyzonty, nowi ludzie. Dla niego ¶wiat sta³ otworem. Ed skoñczy³ dopiero 19 lat. To nie to samo co jego brat- Mathew – on dwudziestoczteroletni student Kalifornijskeigo Uniwersytetu musia³ zostaæ na miejscu. Choæ chêtnie zamieni³by siê z bratem na miejsca. W³a¶nie ¿egna³ siê z ojcem, kiedy spostrzeg³ rozklejaj±c± siê Maggie. Czym prêdzej poinformowa³ o tym ojca i podbieg³ z nim do reszty rodziny.
-Maggie.. – Powiedzia³ z czu³o¶ci± do ¿ony, Jack. – Nie martw siê. Mieszkanie w Wielkiej Brytanii urz±dzimy niemal tak samo. Co prawda blok to nie to samo co domek, ale te¿ bêdzie przytulnie, zobaczysz. – Nikt inny, tylko Jack potrafi³ tak pocieszyæ Maggie. Jego koj±cy g³os j± uspokaja³, a czu³y dotyk przypomina³ o mi³o¶ci i oparciu, jakie w nim mia³a.
-Dobrze. Dosyæ. Skoñczy³o siê, trudno. Wiele rzeczy siê koñczy, za to nowe siê zaczynaj±. Jed¼my ju¿. – Kiwnê³a znacz±co g³ow± na kierowcê. Ed po przyjacielsku u¶cisn±³ siê z Mattem i wsiad³ do samochodu. Jack do³±czy³ do ¿ony i wsiad³ do ciê¿arówki.
-Kierunek Cropredy! – Krzykn±³ z entuzjazmem Jack. Wystarczy³o jedno ciep³e spojrzenie na Maggie i zaraz siê u¶miechnê³a.
***
Kate ju¿ nie mog³a znie¶æ ci±g³ego wiercenia i rozwalania ¶cian w mieszkaniu piêtro ni¿ej. Teraz nawet s³uchawki na uszach i muzyka puszczona na maksa nie pomaga³y. Postanowi³a wychodziæ z domu w godzinach 8-18 na alejki z ulubionymi ksi±¿kami. Do poniedzia³ku – dnia, którego mia³a zacz±æ pracê zosta³o jeszcze cztery dni. Siedz±c sama (no nie zupe³nie sama, z ksi±¿k± w rêku) z zazdro¶ci± przygl±da³a siê spaceruj±cym zakochanym parom. Odp³ynê³a na chwilê i usnê³a.
-Kate.. Katherine.. Panno White!- mówi³ z czu³o¶ci± urodziwy mê¿czyzna trzymaj±cy j± w ramionach.
-Ja..
-Cii.. Nic nie mów.-Wzi±³ j± pod brodê i lekko uca³owa³, tak jak lubi³a najbardziej. – A teraz chod¼ do Emily, wydaje mi siê, ¿e p³aka³a.
Kate wesz³a do ró¿owego pokoju, gdzie w ko³ysce z baldachimem smacznie spa³o prze¶liczne niemowlê. Instynkt macierzyñski podpowiada³ jej aby, otuliæ s³odkie maleñstwo, ale nie mog³a siê napatrzeæ. Zda³a sobie sprawê, ¿e to jej dziecko. Poczu³a na talii silne mêskie d³onie.
-Uwierzysz? Nasze dziecko. Ile to ju¿ lat Kate? Cztery? Tyle przeciwno¶ci losu, tyle potyczek.
-I nareszcie uda³o nam siê. – Us³ysza³a w³asny g³os. Czym prêdzej odwróci³a siê i dotknê³a twarzy tajemniczego mê¿czyzny, który by³ jej. Bada³a palcami fakturê jego ust i nosa. Wyda³y jej siê takie idealne. Nie mog³a uwierzyæ, ¿e ma wszystko o czym marzy³a. Wspania³y dom i rodzinê. I na dodatek córeczkê o imieniu Emily! Kiedy mia³a piêæ lat i bawi³a siê lalkami, postanowi³a, ¿e córkê nazwie Emily i a syna – Sam. „Jednak przeznaczenie okaza³o siê dla mnie ³askawe” - przemknê³o jej przez my¶l.
-Hej Kate! – Znany jej mêski g³os wyrwa³ j± z piêknego snu. By³a w¶ciek³a, ¿e owy ch³opak przerwa³ jej w takim momencie. Szybko jednak z³o¶æ minê³a, gdy ujrza³a Blake’a.
-O.. Witam, panie Smith – odpar³a uprzejmie.
-Nie za pó¼no na czytanie w parku?
-No co¶ ty, przecie¿ jest dopiero..- przez chwilê wydawa³o siê jej, ¿e ostatnio spogl±daj±c na zegarek, by³a godzina 15. Spojrza³a na przyciemnione niebo i zachód s³oñca czaj±cy siê za ko¶cio³em. – Och.. Usnê³am. Straci³am poczucie czasu. Idziesz w stronê naszego osiedla, s±siedzie?
-Tak, w³a¶nie wracam ze sklepu. Maj± tam bardzo dobre bu³ki, powinna¶ spróbowaæ..- Ci±gn±³ Blake. Katherine przerwa³a mu przyk³adaj±c palec do jego cienkich warg.
-Cicho. Chod¼ ju¿, bo zbiera siê na deszcz. – Szarpnê³a go za ramiê i pod±¿yli w stronê jej bloku.
Mia³a racjê. Zd±¿yli tylko wej¶æ do klatki, a za nimi nie widaæ ju¿ by³o nic, prócz ¶ciany deszczu. Kate roze¶mia³a siê cicho i pod±¿y³a ku schodom.
-Zamierzasz zostaæ pogodynk±?- Spyta³ z sarkazmem Blake.
-Proszê ciê- spojrza³a na niego znacz±co. – Przecie¿ wiesz, ¿e idê do Pañstwowej Wy¿szej Szko³y Pedagogiki. – Unios³a g³owê z dum±.
-Marnujesz siê, Kate.
-Nie b±d¼ jak moja matka, OK?
-OK, OK. Ale postaraj siê j± zrozumieæ. Z twoimi wynikami poszed³ bym na Harvard, albo Yale. Wszystko inne, gorsze, aby tylko wyrwaæ siê z tej dziury zabitej deskami. Poszerza³bym swoje horyzonty. – Widzia³, ¿e nie mia³a ochoty na przekomarzanie, dlatego skoñczy³ swój monolog.
-Skoñcz. Proszê ciê. Je¶li to wszystko, co masz mi do powiedzenia, to do zobaczenia.
-Cze¶æ, cze¶æ.. – Burkn±³ pod nosem Blake.
***
-Daleko jeszcze? – Pyta³a Jacka zrezygnowana Maggie. – Nie wierzê, ze to mówiê, ale nie mogê siê doczekaæ, kiedy bêdziemy na miejscu..
-Robisz postêpy, Mag. – Pochwali³ ¿onê Jack. – Za nieca³± godzinê powinni¶my byæ na miejscu. Po³o¿y³ swoj± d³oñ na jej i splót³ jej palce z w³asnymi.
-Wiesz jak mnie pocieszyæ Jack. Jestem pe³na podziwu, ¿e nadal mnie kochasz i ufasz po tym incydencie 20 lat temu.
-Nie rozmawiajmy o tym, Maggie. By³o minê³o. Cieszmy siê tym co jest.
Jednak Maggie Adams nie potrafi³a zapomnieæ. Co¶ w ich ma³¿eñstwie siê popsu³o te 20 lat temu i wda³a siê w romans ze swoim prze³o¿onym. Mag od zawsze by³a kobiet± uleg³±, a ¿e Chris by³ wolny skorzysta³a z okazji. Spêdzili ze sob± kilka niezwyk³ych tygodni lecz sielanka musia³a siê skoñczyæ, gdy okaza³o siê, ¿e Maggie nosi dziecko Chrisa. Czym prêdzej zakoñczy³a tragiczny romans i szuka³a najkorzystniejszego rozwi±zania. W tamtych czasach nie staæ j± by³o na dokonanie aborcji, wiêc postanowi³a, ze u¿yje podstêpu. Jeszcze tego samego wieczora wróci³a do domu i kocha³a siê z mê¿em. Po 9 miesi±cach oboje z mê¿em cieszyli siê z drugiego syna. O dziwo Jacka nie zastanawia³ fakt, ¿e Ed ma niebieskie oczy, których on sam nie mia³, ani Maggie, ani ¿adni przodkowie z obojga rodzin.
Spojrza³a z szacunkiem na mê¿a i objê³a go za szyjê.
-Dziêkujê ci za wszystko-szepnê³a. Ich podró¿ dobieg³a koñca.
wtorek, 13 pa¼dziernika 2009
I Rozdzia³, cel bloga oraz jego zawarto¶æ ;)
Tak wiêc, jest to ju¿ moja druga notka. Zdecydowa³am w³a¶nie, ¿e na Blogu bêdê umieszczaæ kolejne rodzdzia³y mojej ksi±¿ki, co tydzieñ jeden, nie za szybko :) mam dopiero 11 napisanych a do koñca dlaeko :) Jeszcze zobaczê, w ka¿dym b±d¼ razie dzisiaj publikujê pierwszy rodzia³ ;)
Mi³ej lektury ;D
sobota, 10 pa¼dziernika 2009
Witam ;)
Tak wiêc jest to moja pierwsza notka na moim pierwszym "powa¿nym blogu". Kiedy¶ jak by³am w pi±tej klasie szko³y podstawowej mia³am bloga, bo wszyscy wtedy zak³adali ;D
Tak wiêc zachêcam do lektury tego o to bloga, w którym prawdopodbnie bêdê umieszczaæ swoje zapiski.
Tak na prawdê za³o¿y³am go tylko dlatego, gdy¿ sor od techn. inf. kaza³ nam taki owy "pamiêtnik online" za³o¿yæ. :P
W sumie to mo¿e i dobrze, nie prowadzê jako tako pamiêtnika, a tu przynajmniej bêde mog³a napisaæ jakie¶ ¶mieszne rzeczy, które wydarzy³y siê w ci±gu danego dnia czy co¶.
Oczywi¶cie, ¿eby co¶ napisaæ, muszê mieæ wenê - tak jak dzisiaj. Co¶ mnie wziê³o na pisanie i tyle. :P
Prawdopodbnie dzisiaj dopiszê jeden rodzdzia³ b±d¼ stworzê jaki¶ fragment do mojej powie¶cie, któr± aktualnie piszê. Mo¿e uda mi siê j± tutaj wstawiæ kiedy skoñczê j± pisaæ.
Narazie na koniec siê nie zapowiada, ale my¶lê ¿e co tydzieñ bêdê mog³a dodawaæ po jednym rozdziale. Mam nadziejê ¿e Wam-czytelnikom siê ona spodoba. Bêdê czekaæ na Wasze opinie i komentarze. A teraz parê s³ów o sobie ;)
|